niedziela, 21 kwietnia 2013

Mieli nas czas...






   ...  Jednym ze wspomnień z  czasów niczym nie ograniczonej swobody jest miejsce, którego już nie ma a było ogromne... Poniemieckie wysypisko śmieci dynamicznie osuwające się do glinianki, w której w najlepsze kąpało się całe miasto... :) Po przeciwnej stronie ziemistej plaży suto zastawionej pasiastymi ręcznikami, mieścił się hycel i dziwnym zbiegiem okoliczności w miejscu tym zawsze w jakiś zagadkowy sposób materializowała się padlina.W tak nieziemsko roznieconej temperaturze powietrza oczy z trudem wpatrywały się w rozmyte szczegóły, w których tak bezczelnie tkwił diabeł... ale ja  zamiast wody widziałam zupę... zupę na kościach.
   Każdy człowiek ma swój własny sen o życiu i we wspomnieniach rejestruje coś zupełnie innego niż ktoś stojący obok, czułam jednak, że obraz ten był zbyt ześwirowany by na oczach tych wszystkich  dzieciaków utkwił jak śrut jedynie w mojej głowie. Otaczająca nas niepodrabialna rzeczywistość sprawiała wrażenie nieśmiałej wizji po piątym piwie...niczym wyjętej  z szalonego przedstawienia.
   Jedni brodzili wśród cegieł i pobitych talerzy, inni pływali na dętkach, na tle rozgrzanej słońcem hałdy, napchanej zielonym szkłem i pordzewiałymi drutami. Tłum wyrażał swą radość z kontaktu z zimną cieczą spontanicznie wrzeszcząc (tak, ten niezapomniany dźwięk- czy dziś umielibyśmy się tak cieszyć ?;)) Był to obraz  świata dzikiego, w którym do obiadu rządzą bezpańskie dzieci. Wciąż nieuprzątnięty plac zabaw powojennych wnuków szantażował brakiem gospodarza, urządzaliśmy go więc na wzór własnych organizmów -dalej wciągał nas jak słonecznik. Nie zawsze wracaliśmy cali , nie wszyscy, w domach milczeliśmy. Kiedyś przyjadą tu spychacze, walce, wywrotki z ziemią, miejsce zniknie, teraz jednak wszelkie ciężkie prace zakłóci chórek przyjaznych, piskliwych głosów "- Mońka! idziesz się kąpać !?- no jacha, czekajcie  !:)" Skakaliśmy trzymając się za ręce po podmytym brzegu aż do jego zawalenia, kiedy to wysypywały się kolejne warstwy antycznych śmieci, które pociągały i obrzydzały nas jednocześnie.Wśród tajemniczo stopionych butelek - świadków drobnych wysypiskowych pożarów, niezliczoną ilością monet i porcelanek, które służyły co najwyżej do puszczania kaczek, wyciągnęłam z błota pistolet...z szelmowskim uśmieszkiem- za rdzawe trofeum i biegiem do domu !  Czy już wiecie w co jutro zagramy ?! Niestety, po powrocie ojciec wyrzucił mi go do ...śmieci.
 I tu się koło zamyka :)





    Witam serdecznie wszystkich starych i nowych czytelników ! Większość z Was z pewnością przyzwyczaiła się do tego, że posty mniej lub bardziej zahaczają o temat przewodni jakim jest nasz stary dom - dzisiaj również mimo, że może się wydawać, że już całkiem odleciałam... Z okazji rozmiękającej ziemi, krótka notatka z wysypiska o którego dokładniejszej historii możecie przeczytać np. tutaj. Przewinę i  zacznę od momentu, który najbardziej odpowiada prezentowanym dzisiaj znaleziskom.
   
  Rozwój przemysłu zapoczątkowany w XVIII wieku przyczynił się do szybkiego rozwoju miast, zwiększonego konsumpcjonizmu a więc i ilości śmieci w tym z nowych tworzyw sztucznych. Przez wiek XIX do 1 poł. XX w.  przy każdym mieście funkcjonowały duże zorganizowane wysypiska wraz z powołanymi służbami regularnie wywożącymi śmieci. Jednak długo nie dotyczyło to wsi, każdy dom miał swój przydomowy śmietnik w postaci dołu wykopanego gdzieś na podwórzu. Jest to dzisiaj kolejna atrakcja dla wszystkich miłośników starych domów, fanów odkrywania fantów ich historii, pamiątek po dawnych właścicielach. My już na "swój" trafiliśmy podczas sadzenia żywopłotu, wykopaliśmy porcelanowe ciężarki do zasłon w formie chwostów oraz kółka do karniszy, mnóstwo potłuczonej ceramiki,  żeliwną lwią nogę od wanny ale myślę że, to dopiero początek :)

      Zapraszam do mini- galerii przedmiotów uratowanych ( choć nie osobiście) z takich właśnie miejsc.
    Od XIX w. z porcelany wykonywano wszelkie tablice i tabliczki m.in. informacyjne, meblowe, z numerem domu, nagrobne, drzwiowe, szyldy na zamek itp. Z czasem częściowo zastąpione tańszymi - emaliowanymi. Na początek tabliczki drzwiowe z porcelany wałbrzyskiej.  
































    Tabliczki meblowe, przykręcane nad wieszakami na różnego rodzaju ścierki kuchenne
(np. do szkła, noży, rąk )


     Przy okazji przeglądu zabytkowego porcelanowego złomu, kilka popularnych zabawek.
Wraz z XIX wiekiem wprowadzono nowe materiały, dotychczas modne lalki drewniane zostają zastąpione lalkami z wosku, papier-mache (jedna wystąpiła w poprzednim poście) a następnie z porcelany.
    Lalki z chińskiej porcelany (szkliwionej) produkowane przede wszystkim w Niemczech między
1840 - 1940, włosy formowane, malowane na czarny lub blond, fryzury odpowiadające modom panującym na przestrzeni lat. Początkowo sprzedawano je z materiałowym korpusem i ubraniem, po roku 1880 popiersia sprzedawano osobno.








 Zabytkowa zastawa stołowa dla lalek, sygnowana KPM- Krister Porzellan Manufaktur Waldenburg (Wałbrzych)


    Do częstych znalezisk w przydomowych ogródkach należą wraki ołowianych żołnierzyków. Początkowo, w XVIII wieku, w Niemczech wytwarzano płaskie cynowe figurki, które  przedstawiały szeroki wachlarz tematów od świata antycznego, poprzez średniowiecze aż do wojen napoleońskich. Później wprowadzono półpłaskie i trójwymiarowe figurki z ołowiu. Prawdziwa moda na ołowiane żołnierzyki rozpoczęła w 1913 roku, kiedy to Herbert Georg Wells wydał książkę "Małe wojny". Przedstawił  w niej grę wojenną toczoną przy użyciu miniaturowych armii. Zaczęto masową produkcję figurek o tematyce wojskowej oraz form do własnoręcznego ich odlewania. Do dwuczęściowej formy wlewano roztopiony ołów a po wystygnięciu szlifowano brzegi i malowano zgodnie z obowiązującym kanonem militarnym. Zniszczone w czasie zabawy można było ponownie przetopić.  



Ktoś te wojny układa... ;)  Lalki z biskwitu ( nieszkliwionej porcelany) malowanego na kolor cielisty, produkowano od 1840 roku aż do wczesnych lat XX w.

             

Lalki pariańskie ( nazwa pochodzi od wyspy Paros w Grecji gdzie wydobywa się wyjątkowo biały marmur) produkowane w Niemczech od 1860 roku.Wykonywane były z biskwitu- nie barwionego na kolor cielisty -ich twarze pozostawały naturalnie jasne, włosy formowane w masie- zazwyczaj blond. Na poniższym zdjęciu pochodne tego typu lalek, niestety kolor włosów nie zachował się.




    Byłaby to ostania porcja starych zabawek na ten czas, w dalszej historii materiałów używanych do produkcji lalek na kilkadziesiąt lat zagościł kruchutki celuloid  a więc celuloidowe pozdrowienia :)  do następnego !