czwartek, 21 listopada 2013

Miasto, które było...







 Trzeciego listopada wiało okrutnie, niebo zacinało cieczą i mdliło szarością do tego stopnia, że musiałam kilkakrotnie zwymiotować- a nie, przepraszam to inny post ;).


   Po obejrzeniu wystawy w BWA, około południa przybyliśmy do Miedzianki -miasteczka widma, usytuowanego na północno -wschodnich stokach Miedzianej Góry, położonego w Sudetach Zachodnich, przedrążonej sztolniami  wzdłuż i wszerz w poszukiwaniach miedzi. Przed wojną- kwitnące górnicze miasteczko, o najwyżej położonym rynku w Prusach, po wojnie- doszczętnie zrównane z ziemią a stare sztolnie, w których mieścił się jeden pracowity krasnolud i jego wózeczek na miedź, poszerzono pirotechnicznie do rozmiarów dwóch pociągów tak, że trzeba było ewakuować ludność.
      A dziś  -całkowicie zarośnięte, pełne tajemniczych zagłębień , resztek fundamentów, rzędów starych drzew wyznaczających  kiedyś drogi. Miedzianka zainspirowała Filipa Springera do napisania książki,   której śladami podążamy. Wydawałoby się, że żywej duszy tam nie spotkamy a przecinając owinięte drutami kolczastymi pastwiska i łamiąc skostniałe badyle, mijaliśmy inne ubłocone wycieczki, bądź przez ścianę deszczu oślepiały nas reflektory terenówek przedzierających się przez rozjeżdżone pastwiska, pełne gapiących się turystów z aparatami. Niemal jak w horrorze- zziębnięci, podążaliśmy za przewodnikiem, posłusznie zapalaliśmy znicze na zapuszczonych, nieznanych grobach. Brakowało tylko klasycznego, otyłego uczestnika wycieczki , który to zamiast pilnować grupy będzie łakomie zajadał prowiant, przez co znacznie się od niej oddali- ten zapadnie się pod ziemię jako pierwszy, druga będzie oszołomiona pociągiem do siebie para ,która również pozostanie z tyłu... Zaraz, zaraz- zacznijmy od początku... Otóż, zaraz po wyjściu z autobusu wszyscy zaczęli szczelnie opakowywać się foliowymi ponczami,  tylko my nie mieliśmy parasola więc "nic nie mówiąc rzekłam": "ale się wje...!". Wtedy pewni, przypominający nas ;) dobrzy ludzie dali nam swój zapasowy dach nad głową. Po dwóch tygodniach spotykamy ich pod naszym domem i co się okazuje !? - oni  również chcieli kupić Mateusa, tyle że ich ubiegliśmy. Kończąc  wycieczkę, 
po zwiedzeniu, grobów, szybów, miejsc widokowych, kościoła katolickiego, wchodzimy w przestrzeń artystyczną, w której możemy zobaczyć coś niebywałego, w miejscu gdzie stał kościół ewangelicki , niemal w powietrzu, umieszczona jest kula, taka jaka kiedyś znajdowała się na jego wieży. 
Widok jej, budzi pytania- jest "piorący"...

...było pięknie, dziękuję.




           Wejście do starego szybu.



A w Mateusie kolejne skarby...

      klocki



                            kręgle




                       wieko od pudełka po tytoniu



                        fajka

...

7 komentarzy:

  1. Byliśmy w Miedziance zeszłego lata... zaraz po przeczytaniu książki Springera, którą czytaliśmy na głos wieczorami, aż w końcu nam się gdzieś zapodziała... więc tak naprawdę nie przeczytaliśmy jej do końca. Pogoda była piękna, słoneczna i ani żywej duszy. Nawet mieszkańców jakby wymiotło...
    Wycieczka musiała być hardkorowa ;)
    Miałam podobne klocki w dzieciństwie, z bajkami: O Szewczyku Dratewce, o Wandzie-co-nie-chciała-Niemca (pamiętam do dziś: ciemne niebo, ciemna rzeka i postać z rozwianym włosem rzucjaąca się w toń...), O Lechu, Czechu i Rusie. Aha, był jeszcze Pan Twardowski na kogucie. Reszty nie pamiętam...
    Czemu tak rzadko piszecie, co?
    pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miedziankę znam z lat 60.....było to jeszcze miasteczko....
    kiedy zamieszkałam na pogórzu Kaczawski będąc w trasie zaproponowałam mężowi odwiedzenia Miedzianki, mówiąc o ...miasteczku....
    co zastałam ...wiadomo ...
    dopiero w domu mąż przyznał że "chyba mi się coś pomyliło"....ale kiedy zerknął do internetu ...zmienił zdanie....
    Książkę mamy, zdjęcia z wyprawy tez.....
    tylko konkretnego rozwiążania ...dlaczego miasto zostało celowo unicestwione...brak....
    serdeczności

    http://leptir-visanna6.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. jesteś:-)))
    często o tobie myślę:*
    niepokoi mnie to między słowami.
    Ciekawe, skąd wiedziałam o Miedziance w latach 80tych.
    Siedziałam na jakimś wzgórzu koło Janowic, paczyłam w stronę czegoś, co ma różę w nazwie (Góry Różane? Różana? Różanka? nie wiem, czego szukać]-)) i myślałam- tam była Miedzianka.
    "piorący";-]

    OdpowiedzUsuń
  4. bardzo się cieszę, że jest nowy wpis.Dobry znak :) Radison kiedyś miał luźną propozycję,żeby kopnąć * Miedziankę, ale dobrze,że go wczesna epoka żelaza zajęła, bo ten uran...:)

    *czyli przebadać metodą archeologiczną, czyli tak czy siak kopnąć..

    OdpowiedzUsuń
  5. może jakiś nowy pierwiastek poszerzył by Tablicę Mendelejewa... Radison :) albo Archeo :D
    Jest Rad to czemu by nie Radison.

    Dobrze coś przeczytać od Was, już myślałem że uschło i się wykruszyło...

    OdpowiedzUsuń
  6. No i tak jakoś się żyje, od jednego widoku piorącego, do następnego. I od piorącego filmu, muzyki, książki, do następnych. Dla mnie to takie kładeczki, mostki, bez nich nie da się.
    A jak się człowiek ugnoi pomiędzy!:
    Wasz opis zwiedzania skojarzył mi się z Blair witch project :)
    :Pozdrowienia pikne!

    OdpowiedzUsuń
  7. Postaram się częściej, ostatnio szczęście nas omijało i miałam wrażenie ,że już nic nie napiszę. dziękuję za pamięć !

    OdpowiedzUsuń