niedziela, 8 lipca 2012

Stary zamek



Żelazne zamki, klucze, okucia, szyldy, zasuwy ,ciągadła, haki, haczyki,kraty, "wihajstry", łańcuchy, skoble czy drzwi...Wraz z wymarzonym wiejskim domem kupujemy całą galerię kowalskich czy ślusarskich wyrobów, które są nieodłączną częścią poszukiwanego "klimatu". Im dawniej tym ciekawiej.W naszym przypadku początek wrażeń przypada na koniec XVIII wieku. Po inwentaryzacji ( wstępnie naliczyłam 22 zamki puszkowe) sporządzeniu listy brakujących części, zwykle przychodzi czas na czyszczenie i naprawę. na nowe nie ma się co oglądać, jeżeli zależy nam na zachowaniu atmosfery dawnych wieków. Wstawienie nowych spowoduje ,że cały plan ukazania duszy starego siedliska wywraca się jak domino.


  Oczywiście, ja tu sobie piszę... a Państwo w swoich osobistych wnętrzach robicie co dusza zapragnie - i tak powinno być:), mam tylko nadzieję, że od czasu do czasu zainspirowany czytelnik pobiegnie na swój strych, wytarga "coś", wyczyści i popatrzy z uznaniem:). Chcę dołożyć cegiełkę do rozpowszechniania mody nie tyle na antyki z górnej półki - bo ta jest i będzie, czy sztukę zwykle nieosiągalną dla przeciętnego śmiertelnika ale na drobne przedmioty użytkowe, detale architektury, ślady dawnego rzemiosła, byśmy nie patrzyli z niesmakiem na starą podłogę czy zamek do drzwi ale z uznaniem, że tyle przetrwał, jest nasz a dzięki naszej trwałości będzie trwał dalej.

 Mit niejakiego "promowania niemieckości" ( hmm...), kiedy ta "niemieckość" jest także elementem mojej małej ojczyzny, pora zamienić na zwykłe, ludzkie: "dbam o to, co mam". Moje przywiązanie do Dolnego Śląska uwiarygadniają i pieczętują groby - aż po prapradziadków, zatem co miałabym zbierać i sklejać jak nie tę właśnie historię ? Kupując stary dom pamiętajmy ,że nie jest to anonimowy teren inwestycyjny ale część krajobrazu kulturowego, Tamtych i Nasza wspólna historia, której pogrzebać się nie da - tak jak Miedzianki... czy byliśmy tego świadomi czy nie, staliśmy się jej strażnikami.

 Fascynacja metalem może doprowadzić do posiadania małego złomowiska np. przy okazji poszukiwań materiałów do zdjęć natrafiłam na skrzynie XVII i XVIII-wiecznych zardzewiałych zamków meblowych,  skórzanych szyldów, kutych gwoździ i stuletniej egzotycznej okleiny ( wszystko się przyda;).


 W okolicy dwóch ślusarzy naprawia stare zamki , jeden jest drogi, solidny i bardzo zajęty, a drugi tańszy i szybki choć nieco nieprzewidywalny, ale ma jedną przewagę  - zna lepsze o zamkach historie... Wziąłem kiedyś do naprawy zamek, olbrzymi-, okuwany, barokowy i za cholerę nie mogłem go otworzyć. Już myślałem, że będzie trzeba go rozciąć kiedy przypadkowo zahaczyłem o jeden z ozdobnych guzów ,który wyglądał na urwany łeb jednego z gwoździ mocujących zamek do skrzyni i przesunąłem w prawo - otworzył się gładko to była cała zagadka (a za naprawę  i tak skasowałem;!  Tak naprawdę język opowieści brzmiał "nieco" inaczej, ale też melodyjnie...
Przyszły i na myśl muzealne eksponaty np.
                                                      http://www.obernkirchen-info.de/

                           http://www.krajoznawcy.info.pl/warownia-pelna-tolerancji-7395

   Czyszczenie jest proste i przyjemne a sposobów kilka i wszystkie skuteczne jeśli efekt końcowy jest następujący: Powierzchnia metalu jest czysta, z połyskiem, ale z zachowanymi śladami powstałymi w czasie procesu wytwarzania (kucia, ręcznego szlifowania, nitowania i cyzelowania.) Z tego względu odpadają wszelkie mechaniczne sposoby zdzierania farb, czy rdzy a zwłaszcza użycie szlifierki kątowej -po takim "zabiegu"  zabytkowy zamek zamienia się w zwykły kawałek blachy. A najlepsze jest to, że takie metody nie dość że niszczycielskie to jeszcze są bez porównania bardziej pracochłonne od metody najprostszej i najdokładniejszej- kąpieli w roztworze sody kaustycznej (często spotykanej w sklepach także pod nazwą "udrażniacz do rur"). Czas zanurzenia- do skutku. Aby to sprawdzić- wystarczy umyć przedmiot pod kranem starą szczoteczką do zębów. Przy okazji usuwamy też smary i śmieci, których w starych zamkach zwykle nie brakuje. Po kąpieli przedmiot czasem okazuje się niemal gotowy do wyeksponowania, ale zazwyczaj wymaga usunięcia kolejnej "przeszkadzającej" warstwy, czyli rdzy. (choć ta, zależnie od inwencji właściciela,  jak najbardziej może posiadać wartość dekoracyjną- niewątpliwie wzmacnia wrażenie "starości" przedmiotu).

  Tutaj także nie ma jakiejś szczególnej tajemnicy- najprościej będzie użyć odrdzewiacza  znanego pod nazwą  np. Fosol. Właściwie istotny jest jego główny składnik, czyli kwas fosforowy (notabene występujący również w Coca-Coli , która w związku z tym również sprawdza się jako odrdzewiacz w łatwiejszych przypadkach). Najlepiej kupić większe opakowania np.dwu litrowe, aby móc zanurzyć większy przedmiot (zamek) w całości- inaczej na granicy zanurzenia pozostają ślady, raczej niemożliwe do usunięcia. Przedmiot można trzymać bezpiecznie w odrdzewiaczu ok. 1-2 dni. bez przerwy, ale pod kontrolą. Co jakiś czas trzeba go wyjąć i przeczyścić  grubą wełną stalową ,ew. takąż szczotką miejsca bardziej zardzewiałe. Jeżeli przez roztargnienie zapomnimy o kąpieli, możemy osiągnąć skutek hmm, przerastający nasze oczekiwania, gdyż preparat po "spożyciu" rdzy zabiera się za metal, co może jednakowoż dać ciekawe efekty, przez odsłonięcie struktury krystalicznej metalu ( ale z konserwacją ma niewiele wspólnego,a estetyka jest trudna do przewidzenia- nie polecam):  
 Docelowo jest w stanie całkowicie rozpuścić przedmiot dlatego najlepiej nastawić parę alarmów;).

Po wyjęciu i osuszeniu przedmiotu wystarczy wypolerować go drobniejszą wełną stalową  grub. 0. Potem cienka warstwa rozcieńczonego( matowego) lakieru zapobiegającego utlenianiu (np. typu Capon) możemy podziwiać zamek i siebie;)






Inne przypadki:
Przybijane elementy maja marne szanse na przetrwanie nawet ostrożnego zdejmowania, bądź źle wychodzi na tym "obiekt główny", np. w przypadku tego szyldu od skrzyni posagowej, ( co ciekawe z zachowanymi kawałkami lakowej pieczęci)- zdejmowanie ( i czyszczenie) jest trochę niepożądane.



Szyld od XVIII-wiecznej skrzyni.
 Na zdjęciu jeden z zawiasów, które wraz z drzwiami ( jak i całą stolarką domu) zamalowane były białą farbą olejną, po mechanicznym oczyszczeniu drzwi w oryginalnym szaro-błękitnym kolorze ( odcień modny ok połowy XIX wieku). Zawiasy okazały się być pokryte grubą warstwą oksydy ( w wersji najbardziej tradycyjnej - przez nakładanie i zwęglanie kolejnych warstw oleju), co udało się wyeksponować.Walory estetyczne historycznego wykończenia  moim zdanie znacznie przewyższają te uzyskane za pomocą współczesnych powłok antykorozyjnych.


    W wejściu do dawnej izby zrębowej zawiasy wraz z drzwiami pokryte są mazerunkiem (zwanym też : fladrowaniem czy słojowaniem) -  technice zdobniczej polegającej na  polichromowaniu tańszego drewna, malarską imitacją  usłojenia szlachetnych gatunków drewna. Zdarzają się przypadki prawdziwego artyzmu, kiedy uzyskany efekt niezwykle trudno odróżnić od prawdziwego forniru. Był to efekt rozdźwięku między cenami szlachetnych fornirów (astronomiczne) a zarobkami drobniejszych rzemieślników.
W przypadku naszego domu mazerowane były wszystkie drzwi parteru, najstarsze pochodzą z pocz. XIX wieku. Na przestrzeni lat wyraźnie obniżał się poziom wykonywania mazerunków, im starsze drzwi czy meble tym imitacja słojów jest trudniejsza do odróżnienia od oryginału ( mamy nawet namalowane sęki).
     







Na koniec małe metalowe znalezisko;)
 moneta z 1941 r. która tkwiła wciśnięta w szczelinę piaskowcowego parapetu.



Do następnego !