środa, 7 marca 2012

Renowacja stropów cz. I

                                                                                                
   Chciałabym, czasem, żeby Mateus był mniejszy i zmniejszam go w myślach - ale on się powiększa...skrzypi sypiąc się i powiększa...Marzy mi się, że mąż mój, który najczęściej w pracy na wyjeździe przebywa-wraca, a nasza chata ...zmalała  (a wraz z nią remontowe potrzeby). A  zarobione pieniądze można teraz twórczo przepuścić, i kupić mi  ...baaardzo porządną kamerę;) czy coś innego (równie porządnego).Wracając do tematu- skoro było już o podłogach, to przyszedł czas na sufity. 
Z czasem napiszę o oknach i drzwiach a przy okazji prac zewnętrznych pokażę pełne oblicze domu. Część pierwsza dotyczy  renowacji stropów " z odzysku" - znajdujących się nad pierwszym piętrem, które według pierwotnego założenia nigdy nie były przeznaczone do prezentacji. W przeciwieństwie do części II, która  będzie dotyczyć ostatnio "odkrytego" (bo zakładaliśmy, że tam jest) dekoracyjnie frezowanego stropu parteru w tzw. ciepłej izbie (a właściwie dawnej izbie zrębowej, bo nasz dom był kiedyś domem przysłupowym (rzecz  jasna;) ) Pomieszczenia były nierówne i niskie (maksymalnie 210 cm wysokości) z podsufitkami dekorowanymi  przy pomocy szablonów w secesyjne wzory z początku XX w. To jednak nie to samo co malowane "z ręki" polichromie - raczej nikła wartość artystyczna nie przysporzyła nam wyrzutów sumienia, kiedy decydowaliśmy się na rozbiórkę, by uzyskać dodatkowe 25 cm wysokości. Najpierw jednak trzeba było zacząć od ocieplenia podłogi strychu 30 cm wełny mineralnej.W mieszkaniu posypały się pierwsze tynki... 
 oraz opakowanie po nich:)
Prosto z cementowni w Opolu ( dzisiaj Odra SA).

 Spadło też zdjęcie właścicieli domu z 1900 roku - rodziny Wilhelma Matern i Emmy Seidelman. Odnalazłam później wszystkie adresy ich licznej rodziny. Pochodzili z tej samej wsi, z pewnością znali się od dziecka. Pan Wilhelm był kierownikiem na kolei (wówczas praca na kolei była prestiżem). Zameldowana była  również rodzina Scholz której przodkowie zamieszkiwali naszą wieś od 1600 roku (możliwe, że spokrewniona ze współlokatorami ze zdjęcia).

W ramach poszukiwań wiadomości na temat  dawnych mieszkańców odwiedziłam znajomego, zapalonego kolekcjonera przedwojennych pocztówek. Ku mojemu szczęściu okazało się, że na poniższej pocztówce jest "nasz" Wilhelm (8 od lewej w górnym rzędzie) w gronie członków wiejskiego chóru. Na początku XX wieku w dobrym tonie było należeć do jakiegoś lokalnego towarzystwa, Emma należała do patriotycznego, jak wynika z dokumentów. Pocztówkę wysłał zapewne pan, który zaznaczył siebie strzałką. 
                                                             

 Pocztówki bywają nieraz naprawdę wzruszające- mam taką gdzie strzałka wskazuje okno pewnego domu i podpis młodego Czecha " Tadi, mam holku !" (Tato, mam dziewczynę) :)
Skoro już jesteśmy w tym momencie historii, to wypada zaznaczyć, za właśnie za jego "rządów" dokonano w Mateusie kilku istotnych zmian konstrukcyjnych,  a jedną z ważniejszych było zasłonięcie stropu w dawnej izbie zrębowej tynkowaną podsufitką. Skąd to wiemy?  
    Ano, stąd:

" Złotko" po czekoladce (a właściwie trufli) MOSER ROTH ( secesyjna czcionka,  wzór Sarah Caps) leżało na  podsufitce wraz ze zużytą torebką  herbaty ekspresowej. Firma produkująca słodycze od 1902 roku aż do dziś. Więc, jest już data (przybliżona) ostatniego remontu;). No właśnie,  mamy czas i inwestora, który w ramach modernizacji wiejskiego domu na miejski, tak załatwił nasz strop na parterze..
Wszystko fajnie-oryginalna frezowana podsufitka układana w dwóch poziomach na zakładkę zachowana(choć poprzemieszczana). Zachowane  również, piękne frezowane belki  które, zostały odwrócone do góry nogami... Niewątpliwie przez  lata leżenia w pozycji właściwej ugięły się pod własnym ciężarem, więc przeróbki dokonano, aby podłoga na piętrze przestała przypominać wannę. Co ciekawe, stropy w pozostałych częściach domu nie wykazują takiej cechy, co może oznaczać, że te z dawnej izby zrębowej są znacznie starsze (mogą pochodzić nawet z przełomu XVIII/XIX w.). Operacji ich ponownego odwracania chyba jednak zaniechamy, choć bardzo nas korci. Po pierwsze- nie wiadomo, na ile stabilny będzie strop przywrócony do stanu oryginalnego, po drugie- inwestycje poczynione na piętrze nieco zniechęcają do rozgrzebywania wszystkiego od początku. Prawdopodobnie skończy się na  zdjęciu formy frezowania z oryginału po podważeniu fragmentu podłogi na piętrze i przymocowanie od spodu samych lic rzeźbionych belek wykonanych na nowo (być może  ze starego materiału).
 "W naszym fachu nie ma strachu !"- to zadanie (i zabawa) dla nas;)  Do tego stropu jeszcze powrócimy w części II, za jakiś czas. 
  Wracam do głównego tematu posta czyli stropów na piętrze. Po skuciu i wyniesieniu tynków, odrywamy deski sufitowe i opróżniamy przestrzeń z  tony plew przetykanych kunimi truchłami a następnie rozmontowujemy  podbitkę, która jeszcze się przyda.






 Po wielkim sprzątaniu, przechodzimy do kolejnego etapu - wietrzenie, tak , tak - bardzo ciężki zapach unoszący się przynajmniej przez miesiąc  - " Nienawidzę zapachu starej jesiony !"- jak rzekła kiedyś pani Doda:) 



Teraz  czeka nas szorowanie belek- do tego celu spokojnie wystarczy zwykła gąbka do naczyń  i ryżowąszcz  ( ryżowąszcz !? - co to jest ryżowąszcz ?)szczotka ryżowa oraz ciepła woda z odrobiną detergentu ( np Ludwikiem ). Szorujemy wzdłuż słojów, zmywamy miękką stroną gąbki i wycieramy ręcznikiem do sucha. Po takiej operacji drewno zaczyna lekko błyszczeć (twarda strona gąbki do naczyń działa tak samo jak włóknina ścierna, czyli lekko przeszlifowuje powierzchnię belek "na mokro").
Kute gwoździe - zostawiamy:)


W wyniku tego zabiegu wraz z brudem drewno jednak nieco traci swój "antyczny" kolor. Aby go przywrócić- po wyschnięciu przeciągamy belki pędzlem zanurzonym w mocno rozcieńczonej politurze szelakowej - dwukrotnie. Zabieg ten ponownie wydobywa właściwą barwę spatynowanego drewna.   
Można to porównać do efektownego kamienia, który swój prawdziwy wygląd ujawnia dopiero po zanurzeniu go w wodzie. Politura utrzymuje efekt "mokrego" drewna także po wyschnięciu.Uzyskany efekt uznaliśmy za  docelowy, chodziło bowiem zachowanie drewna w maksymalnie naturalnym stanie. Dlatego zbędna była dodatkowa powłoka wykończeniowa (czyli ewentualnie wosk), bo wszelkie lakiery tradycyjnie uważam za profanację, a uzyskany przy ich użyciu efekt estetyczny za dyskusyjny. Mieszkając już parę lat w starym dolnośląskim wiejskim domu zauważyłam, że charakterystyczny dla niego strop jest wizualnie bardzo ciężkim  i absorbującym oko elementem wnętrza. Dla własnego komfortu warto zatem dołożyć wszelkich starań, by strop prezentował się  najkorzystniej. Jako podsufitki użyliśmy istniejącą  podbitkę (ślepą podłogę), której walory estetyczne należało wykorzystać- szerokie deski (najszersza ma ponad pół metra), ryflowane (czyli ze śladami ręcznego heblowania), w identycznym jak belki, rdzawym kolorze upodabniającym je do drewna modrzewiowego. Podbitka potraktowana została podobnie jak belki, z tym że zostały obustronnie "przepędzlowane" politurą, dzięki czemu drewno lepiej pracuje (nie wygina się przy zmianach wilgotności). Politura, jako środek na bazie spirytusu zapewnia przy okazji dezynfekcję. Pozostał montaż z użyciem ozdobnych listew. Było trochę plastycznej zabawy z ich dobarwieniem, patynowaniem, retuszami etc. Prezentowany poniżej strop znajduje się nad kuchnią, by nie narażać go na wilgoć wybraliśmy sporej szerokości okap z  wyciągiem o odpowiednio większej mocy  . 

Deske znaleźli my - barokowa jest :D
(O, przepraszam - to mąż mi się wpisał, dlatego nie usunęłam - niech też się wypowie.)
Malowana deska stropowa pochodząca ze starszej wersji Mateusa.                                         
                                         
                                           interesujące...


                                               Ale, tak jest chyba lepiej...






Ozdobą  jest barokowy szyld. 








Na belce widoczny znak ciesielski.