czwartek, 21 czerwca 2012

Głód staroci...





 Cześć. Nazywam się M. i nie piszę już od dwóch miesięcy:) 
    Po takiej przerwie każdy spodziewał by się fajerwerków  - nic bardziej mylnego  :-)
 Spokojnie realizujemy plan remontu na 2012 r, w związku z nim leżę wieczorami przed kompem i leniwie zamawiam nowoczesność. Poza tym , obchodziliśmy pierwsze urodziny, byliśmy na giełdzie staroci gdzie kupiliśmy zamek od własnego sąsiada. On nauczył się robić pizzę ona sprawiła sobie kosiarkę ( chyba odwrotnie) a co najważniejsze wybieramy się do fryzjera bo przypominamy fanów chrześcijańskiego rocka...i tu przyzwoitość nakazuje się zatrzymać. Z uwagi na to, że Wszyscy jesteśmy "w życiu" - nie o życiu chcę pisać. 



   Na początek dwa zdjęcia z sieni: na jednym widoczna jest nasza sień, kamienna posadzka i portal oraz często spotykany w naszym regionie wzór wiejskich drzwi. Jest to XVIII -wieczna część domu ( drzwi wtórne- z końca XIX w.), stosunkowo najmniej przebudowywana.  Zdjęcie po lewej z pocz. XX w. pochodzi ze zbiorów Muzeum Etnograficznego we Wrocławiu. Wykonałam je skarpetką za pozwoleniem pań siedzących na taboretach i rozwiązujących krzyżówki, pilnujących w ten sposób ekspozycji (całej!) znajdującej  się za szybami (?), tak więc specjalnie dla Was -zdjęcie zdjęcia przez szybę, w której odbija się lampa. 



Kamienne płyty, w 1/3 leżące w pierwotnym miejscu, pozostałe (ok. 50 sztuk) czekają na piaskowanie, na stare miejsce chyba jednak nie wrócą- są za grube; dodając do nich grubość izolacji trzeba by się wkopać niebezpiecznie nisko. Nie wyobrażam sobie jednak sieni bez piaskowców dlatego M. zdobył kontakt i przybędą cieńsze (oczywiście zabytkowe: polerowane, z żyłami). Grube płyty trafią na taras w okół którego będą rosły: świecznice, parzydło, konwalie i paprocie - nostalgia w pełni :)) ( kompozycję dopełnią nagrobki :D - żartuję). By móc przewozić i manewrować ciężkimi kamieniami sprawiłam sobie ręczny magazynowy podnośnik i wózek. 


 Jak się już wielokrotnie sie przekonaliście - uwielbiam szukać śladów czasu i czasów takich jak: ostrzelana elewacja budynku, kamienne schody z zagłębieniami od ludzkich stóp czy trzydziestoletnia blacha spod obrotowego fotela kioskarki Ruchu charakterystycznie wgniecionym zakrętem od podawania gazet - bez wstawania...


    Głód staroci trzeba regularnie zaspokajać, w tym celu wybraliśmy się na giełdę staroci gdzie mała wymiana handlowa ze znajomym zaowocowała m.in : sygnowaną grafiką autorstwa Maxa Josefa Fliegerbauera (podpis jak i tytuł rozszyfrowała przemiła czytelniczka- dziękuję bardzo !)
 Po powrocie do domu dobrałam się do obrazka i ku mojemu szczęściu okazało się że, jest w nim jeszcze jedna ! Pierwsza, nosi tytuł "W maju". Widzimy majowy poranek  na  dolnośląskiej wsi w 1917 roku o godzinie 10:45 ( przez lupę można dostrzec tarczę kościelnego zegara z dokładną godziną). Błotnistą drogęwijącą się nad odgrodzoną kamiennymi słupami sadzawką zaś po przeciwnej stronie mijamy prosty płot z konarów przy którym spaceruje stadko gęsi. Droga prowadzi dalej przez gęstą  zabudowę wsi wśród kwitnących drzew owocowych, na domu z lewej widnieje iglica z literami WR.W dolnym lewym rogu znajduje się pierwsza sygnatura zawierająca datę i monogram artysty, z prawej -odręczny podpis imieniem i nazwiskiem, w środku  jest trzecia sygnatura w postaci stempelka z przedstawieniem np. zwierzęcia (w tym przypadku jest to gniazdo pod dachem z nadlatującymi jaskółkami). Na pierwszy rzut oka czasami trudno zauważyć  i rozszyfrować znaki , gdyż niejednokrotnie zdarza się że, artysta ukrywa je wtapiając w kolorystykę bądź kompozycję. 


Na poniższej " Zasypana śniegiem wieś" i wiatrak. W całości takie obiekty tego typu możemy dziś oglądać koło Strzegomia czy w Jerzmanowicach (oraz wiele innych w ruinie). Zwracają uwagę także "miotły" znaczące zaśnieżoną drogę do młyna:




 Mała renowacja starych parapetów.
 Parapety wraz z oknami opuściły okoliczny warsztat stolarski w II poł. XIX w. i choćby z tej racji zasługują na zachowanie (mimo konieczności wymiany okien) Pozwala na to również stan zachowania. Tradycyjny sposób wykonania, ze wzmocnieniami  we wpustach  od spodu, z rowkami na wodę na spływającą z szyb, niektóre z otworem odpływowym do "kraplaka" - cynkowej szufladki pod parapetem (dziś będącej są już tylko ozdobą) stanowi ważny element "klimatu" wnętrza. Przy odnawianiu powierzchni postępujemy w zasadzie tak jak w poście o podłogach, różnica sprowadza się do wykończenia. Oryginalne parapety były w kolorze okien ( parapet wraz  z oknem powinien stanowić wizualny "komplet"), dlatego pomalowane zostały  białym akrylem tak jak nowe okna. 


                               .
- zdemontowane, czekające na "zabieg",

   


                           
                                                                       
                           


                           

   

Na koniec małe odkrycie dokonane podczas spaceru, szopka sąsiadów która okazała się zabytkowym  wagonem kolejowym z napisami: "Deutsche Reichsbahn"i mocno zamazanym "Hirshberg". Po prostu uwielbiam... mimo że, wychowałam się wśród antyków - wciąż jestem pod wrażeniem ...





Nadchodzą upały więc wyciągnęłam ze strychu leżak tzw." poniemiecki" :-)



Do następnego (obiecuję, że szybszego) razu !
















20 komentarzy:

  1. piękny "ostrzelany" budynek się w Kondratowie, robiłam niedawno tam zdjęcia i wkleiłam na bloga....
    dziwne że w takiej "zapadłej wsi" znajduje sie takie gospodarstwo, może bronił sie tam jakiś snajper ?
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście świetny ! Myślę że, ostrzelane elewacje mogłyby pozostać jako świadectwo historii. Jakoś wcześniej umknął mi Wasz blog - ale już się poprawiam :-) Pozdrowienia !

      Usuń
  2. łaa, piwonia o czarnych kwiatach? muszę to zobaczyć:)!fota będzie? gratulacje z okazji roczku dziewczyny:). Fajnie,że parapety macie w tak dobrym stanie,że da się je odnowić. Obawiamy się,że nasze (najzwyklejsze, bez rowków, itp)pójdą do wymiany, tak jak i okna. Chcielibyśmy je odtworzyć. A wagon sąsiadów niezły! wszędzie wyzierają ślady z przeszłości...Pozdrowienia!!
    p.s. jednak brakuje mi p.s. :)
    p.s. 2. moja babcia w Lubaniu ma podobny leżak - muszę ją zapytać, skąd go ma...(może też ma tyle lat, co Wasz?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasz dom był "mało używany" zawsze mieszkała w nim jedna bądź dwie osoby dlatego też stan jest dość dobry. Co do parapetów to większość czyścimy a 7 sztuk i tak trzeba było zrobić od nowa. Piwonia na zdjęciu wyszła bordowa (a nie była)-pokażę. PS-a M. ocenzurował a szkoda ale co się odwlecze...:-D

      Usuń
    2. A jeszcze - L. dziękuje za życzenia:-)Wydaje mi się, że mówi "umgebinde...", ostatnio włożyła rączkę pod deski i wyciągnęła stary guzik (nasze geny ;-))

      Usuń
  3. Gratulujemy nabytków.
    Niestety, antykwaryczne ceny staroci są zupełnie nie na naszą kieszeń. Zresztą i tak nam się czasami wydaje, że zupełnie z księżyca wzięte.
    Na nasze jednak szczęście, zabytki ruchome które nas interesują najbardziej bezpośrednio, do antykwariatów trafiają sporadycznie, co ma swoje, by zacytować Klasyka, "plusy dodatnie" i "plusy ujemne".

    "Plusy dodatnie" - to naturalnie przystępna cena, to, że często można odtworzyć ich "przeszłość", oraz setki zaskakujących, fajnych i pouczających przygód wiążących się zawsze z działaniem w Terenie.

    "Plus ujemny" - jeden, za to ogromny, to fakt, że zabytki bardzo często są w opłakanym stanie.

    Pzdr.

    Nasze, stare sosnowe parapety poszły won. Nie nadawały się absolutnie do niczego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję że,dzisiejsze ceny na aukcjach, w antykwariatach i oficjalnych giełdach staroci( bo bywają jeszcze te wewnętrzne tylko dla "antykarzy")-są z księżyca. Jeśli coś chcemy ( w ludzkiej cenie) to zamawiamy telefonicznie i przywożą do domu np. skrzynie, szafę czy bieliźniarkę, resztę zakupów to okazje albo wymiana ze znajomymi. Nasz region jak Wiecie jest dość specyficzny pod tym względem. Gdy chodziłam po antykwariatach we Wrocławiu byłam w cenowym szoku np. ramki które, naprawdę niedrogo kupuję tam kosztowały ok 400 zł !? Postaram się opisać to całe zjawisko. Pozdrawiam !

      Usuń
    2. No właśnie, w Poznaniu takie "zjawisko" też występuje:)

      (P.s. A ta biała farba, cóżeście nią pomalowali parapety, to jaka dokładnie?)

      Usuń
    3. A Wyście jechali i nie dojechali coś ;D
      Do parapetów została użyta farba: pierwsza warstwa to podkład a druga to akrylowa biała, średni połysk, do użytku wewnętrznego a firma to Sigma( symboli nie pamiętam)
      ale może być w sumie każdy inny akryl.

      Usuń
    4. Cały czas się wybieramy (druga połowa lipca wygląda w tej materii obiecująco).

      Usuń
  4. Parapety z rowkiem i szufladką! Takież same były u nas, ale płynęła po nich latami, nie tylko woda z szyb, też zza szyb. Nie dały się już uratować :( A może zbyt szybko odpuściliśmy?
    Do szufladek spływały roztopione na szybach mrozowe kwiaty i liście.
    Piękne grafiki, takie szczypiące duszę ...
    Super te miotłowe oznaczenia. Nigdy się z takim czymś nie spotkałam, w żadnym regionie.
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M.- nie można się poddawać podczas renowacji ;)Efekt "przed" i "po" najlepiej to pokazuje. Dzięki mężowi widziałam już piękne koszmary zmieniające się w koszmarnie piękne przedmioty :-)Warto nie odpuszczać:) Pozdrawiam !

      Usuń
  5. Naczekaliśmy się, ale warto było! Nasze parapety nie zachowały się " poszły" podczas próby remontu przeprowadzanej jeszcze przez poprzednich właścicieli. Osobiście jestem teraz na etapie czyszczenia drzwi...
    Pozdrawiam
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy drzwiach jest sporo pracy; -)
      -właśnie malujemy zewnętrzne, kiedyś zdam relacje.
      Pozdrawiam !

      Usuń
  6. Zachwyciły mnie te parapety z wodociekami! Są "koszmarnie piękne" - nigdy takich nie widziałam. Za to na takim samym leżaku wylegiwałam się w ogrodzie u mojej babci, lata świetlne temu... Pewnie poszedł na opał...
    Wagon Kolei Niemieckich jest niesamowity, przetrwał w zupełnie niespodziewanej postaci ;-)
    Grafiki Ci się poszczęściły - dwie w jednej! - klimatyczne i takie "bardzo z epoki"... ale odczytać ten napis...? Wtedy były same '-dorfy': ;-)
    Szkoda, że tak rzadko piszecie...;-)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś usłyszałam słowo "kraplak" ale czy te wodocieki naprawdę się tak nazywają ? Szkoda że, sąsiedzi mają wagon tak zagospodarowany ( kury, gołębie ) - może by go sprzedali.
      Idę zbierać materiał na kolejny wpis :-)Pozdrawiam !

      Usuń
  7. Zakupy poczyniliście przednie! A ten widoczek z wiatrakiem- bardzo mi się podoba :)Na giełdy staroci częściej jeździłam nastolatką będąc; teraz to i sposobności i kasy brak, bo ceny często księżycowe...;)
    Co do parapetów z rowkami...my takich nie mamy, za to moja babcia, w Kowarach ma. Jako dziecko, zafascynowana patrzyłam jak deszcz spływa nimi do szuflad :)
    pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Tupajo:) Masz rację, dzisiaj na giełdach mniej i drożej, trzeba długo polować a to z kolei pochłania czas.Kiedyś jeździliśmy do Wrocławia,Świdnicy czy Bolesławca - dzisiaj wychodzę tylko gdy przyjadą "pod dom" :).
      Bardzo ciekawa jest Wasza chata - pewnie nie jeden "skarb" znajdziecie:)Kowary są piękne i atrakcyjne pod względem zachowanej architektury, szkoda ,że u nas tak z tą turystyką... (Pochodzisz z tych terenów ?) Pozdrowienia !

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Nie, nie polecam - potrafi się złożyć razem z siedzącym :))

      Usuń