poniedziałek, 6 lutego 2012

Drugie życie 150-letniej podłogi.

                                                                    
      Na początek, z okazji zacnych opadów śniegu, poruszę ważny temat
 - jak  grzać się w zimowe wieczory?
 Ryszard pokaże...
 Kotografia z fotem.  
                                       
                         


                         

     Ostatnio Ryszard wydawał się chory. Wrócił z wyprawy, z siwo-zielonym, pulsującym spojrzeniem i nie rzucił się na podany " wieprzolet"- to jego danie. Położył się na łożu a Tośka  spożyła za niego, jednak  wiąż czuła niedosyt. Podczas naszego śniadania  prosiła się o paprykę, wielokrotnie dostawała po czym wybiegała truchtem -zadowolona i dumna  jak rasowy kucyk. Poszłam zobaczyć do Rysia i widzę artystyczny kolaż: on -rozłożony w swojej wygniecionej, pełnej sierści pościeli, na nim- porozrzucana  znajoma papryka .Śpi -jak jakiś żul... Nic mu nie było. Wręcz przeciwnie - jak wskazywały ślady zbrodni po drzwiami - zwyczjnie upolował i zeżarł  gołębia. W całości.
 
     Brat Ryszarda nie zna grzejnika, żyje dziko i skromnie -stołując się oficjalnie na 4 domy
(ślicznie mu z mordki patrzy, prawda?:).

                         


 A teraz  zapraszam na...
 " Drugie życie 150-letniej podłogi."
                                                    


Witajcie.
 Siadajcie proszę;)
 Na rozgrzewkę zróbmy sobie chociaż z 70 m2 podłogi, po przerwie 90m2 a nastepnie kolejne 160m2... 






       Dawno temu, podczas naszego przyjęcia weselnego, podziwialiśmy zabytkowe podłogi w pałacu w Staniszowie. Były świeżo po renowacji wykonanej przez znajomego, który zdradził nam parę tajników, którymi chętnie się  z Wami podzielę. Może ktoś się pokusi  i więcej starych podłóg ocaleje...   Zapragnęliśmy  mieć takie w Mateusie - co prawda w wiejskim domu, w nienajlepszym stanie ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby potraktować je jak zabytek, w końcu- mamy czas:)
      Celem jest ocalenie i zachowanie wartości zabytkowych  tego domu jako wiarygodne świadectwo przeszłości ( czytaj:  żeby nasza córka zrozumiała nasz wybór). Można oczywiście pójść na skróty,wypiaskować i  zaprosić cykliniarza a już po dwóch -trzech dniach cieszyć się  z idealnie równej, błyszczącej powierzchni mając do niej stosunek jedynie estetyczno-użytkowy (z naciskiem na to drugie i to też jest ok). Niestety- dla prawdziwych straceńców ta droga byłaby zbyt prosta, więc wybieramy pracochłonną  i dłuższą (ale czego się nie robi dla Mateusa:)). Uzasadniając podejście konserwatorskie, które jest  tu  jedynie  fanaberią (w odróżnieniu od użytkowego),  chcemy zachować ślady czasu ,dawnego rzemiosła i historii zapisanej na powierzchni  150-letniej podłogi bo tę cechę uważam za  bezcenną.  Będąc zwolennikami\niewolnikami  takiego podejścia  automatycznie musimy odprawić cykliniarza , którego bezkompromisowa maszyna pożarłaby właśnie to, co chcemy zachować. Czy wówczas nadal mielibyśmy do czynienia z tym samym?. Zastanówmy się czy np." przerzeźbiając" na nowo np. renesansową płytę nagrobną  wciąż mamy z nią do czynienia? Otóż, nie. Mamy całkowicie nowy twór odwołujący się do stylu renesansowego. Za materiał posłużył oryginał, którego możemy się jedynie doszukiwać, lecz co z tego, skoro już go nie ma, ponieważ obiekt "uległ  konserwacji". Usunęliśmy  substancję zabytkową  ( ślady dłuta kamieniarza (tzw. rękę mistrza), oryginalną powierzchnię naznaczoną patyną, wiekami użytkowania, a powierzchnie uszkodzone, spylone- usunęliśmy zamiast zabezpieczyć ,uratować nie mówiąc już o krzywiznach ,"ostrości" rysunku a przede wszystkim autentyzmie ) raz  na zawsze pozbawiając go   wartości, której  nie stanowi sama bryła piaskowca bo te do dziś leżą w kamieniołomach gór stołowych i trudno przypisać im jakiekolwiek cechy dzieła sztuki.
    Jako ilustrację do tematu wybrałem XVII- wieczny  portal  pałacu w Wojanowie- do niedawna świetnie zachowany- w stanie "spod igły". Na zdjęciu widać efekty niedawnej "konserwacji" metodą sprowadzającą się do trzech składowych: mocna maszyna (myjka lub piaskarka) + grube ścierniwo + duuuże ciśnienie.
 Efekt- było szare -jest białe- znaczy "odnowione" -tak, okiem gościa hotelu.


 Okiem kogoś ,kto widzi nieco więcej- zwyczajny destrukt -zniszczony zabytek. Podobną pieczołowitością wykazano się przy renowacji wielu innych detali tego i dziesiątek innych obiektów. Fakt, że ten przywrócony do życia pałac wygląda jak rezydencja z "Mody na sukces" czy innej "Dynastii" budząc powszechny zachwyt nad "kunsztem" renowatorów, jakoś do mnie nie przemawia...


Ten przykład możemy przenieść na cokolwiek innego- w wersji łagodnej jest to np. nieudolnie przemalowany fresk (o ile przemalowania można usunąć); w wersji nieodwracalnej-  przekuta ,w dodatku siermiężnie ,kamienna inskrypcja.

      Wracamy do dech. Wprawdzie wytarte dechy to nie antyczna rzeźba ale dla osiągnięcia efektu całości należy przyłożyć się także to szczegółów (w dodatku przyziemnych). Mamy nieskończoną ilość starych sosnowych klep, "pomalowanych" farbami olejnymi w kolorze czerwieni i orzecha.Farba ta dostała się do każdej z milionów dziurek po ( już nie aktywnych) kołatkach, wgniecenia po kamykach, dołki wypalone  węglem wypadającym z pieców, plamy, mursz,widoczne ryfle i ślady ludzkich stóp- tutaj ani jeden fragment  nie ma równej powierzchni . Brzmi paskudnie  -pozornie, bo zależy nam na ocaleniu
   TEGO:


Wyjaśniam o co chodzi, bo to ,co widać na zdjęciu na pierwszy rzut oka wyglądać może -a jakże- paskudnie.
Otóż, sosnowe drewno jest drewnem miękkim a co za tym idzie- podatnym na ścieranie.Oczywiście przy użyciu maszyny. Proces ten trwa znacznie dłużej, jeśli rolę szlifierki pełnią... stopy.W dodatku owa miękkość
drewna nie dotyczy sęków czyli miejsc wrośnięcia gałęzi w pień- są one znacznie twardsze niż dębina. Dlatego po latach chodzenia po sosnowych dylach sęki uwidaczniają się w postaci "pagórków".
Taki efekt jak na zdjęciu jest śladem pozostawionym przez wiele pokoleń.
Szczegóły- jak ten-są dla nas istotną częścią sensu zamieszkiwania w starym domu. Mam nadzieję, że również dla wielu z Was;)

    Pozostaje do omówienia lista szczegółów technicznych. Po pierwsze- najlepszą metodą pozbycia się wielu warstw olejnicy funkcjonującej po wojnie jako farba do podłóg w kolorze orzechowym
(taak - prawie nie do odróżnienia...) -skuteczną, szybką a jednocześnie stosunkowo mniej brutalną jest piaskowanie. W naszym wypadku, niestety musiałoby się odbywać w zamieszkałym domu i z tego powodu pomysł upadł.
1. Ługowanie:
 Postawiliśmy na rozpuszczenie farby przez ługowanie czyli za pomocą  roztworu sody kaustycznej.
 Soda kaustyczna jest silnie żrącą substancją - zanim przystąpimy do zmywania, trzeba się dokładnie osłonić ( grubsze gumowe rękawice, buty). Uwaga na dzieci i zwierzęta ! W razie poparzenia - należy szybko przemyć wodą.Używamy narzędzi jedynie z tworzywa sztucznego - naturalne rozpuszczą się.
 Po wielu próbach - sami opracowaliśmy taką oto metodę:
Okłady z włókniny wiskozowej (lub innego materiału nasiąkliwego i z koniecznie z włókien sztucznych (soda kaustyczna rozpuszcza materiały organiczne)) namoczonej w zimnym (bo bezpieczniej) roztworze sody
 (10- 12 % roztwór - przy mocniejszym drewno ma tenedencję do szarzenia ), rozkładamy na paru metrach podłogi, zachowując dystans od ścian ( by nie nasiąkały). Całość przykrywamy folią (żeby nie wysychało), wygładzamy by pozbyć się pęcherzy powietrza - i niech się rozpuszcza :)

   Dodatkową  zaletą tej metody jest dogłębna dezynfekcja drewna (bakterie, grzyby, ewentualnie insekty- patyna a brud to dwie różne sprawy).
Po upływie około 40 minut, ściągamy okład, zbieramy zmydloną farbę (czyli już samą zawiesinę barwnika) wyciśniętą gąbką (najlepsze są żółte z Lidla;), którą płuczemy często wymieniając wodę (aż do efektu "czystej gąbki"). Przy większej ilości warstw bywa, że zabieg trzeba powtórzyć. Staramy się nie namaczać nadmiernie drewna.Wiskozowe ścierki płuczemy i używamy ponownie. Póki drewno jest mokre, za pomocą noża lub wąskiego dłuta z łatwością czyścimy szczeliny między deskami, usuwamy kity, kamyki, ziemię a cykliną zdzieramy resztki farby którą, nie chwycił ług. Po lekkim przeschnięciu zgarniamy pozostałości szpachelką. Podłoga schnie około 3 dni, sprawdzamy czy powstały wysolenia i ewentualnie zmywamy je. Soda jest popularnym środkiem do udrożniania rur, w tak niewielkim stężeniu można ją bez obaw wylać do wc.






 Przy okazji zmywania odnalazł się wypalony ślad  po żelazku na węgiel - ktoś je kiedyś załadował żarem i postawił pod piecem by się rozgrzało  ( za dobudowaną w latach 30-tych ścianką stała jeszcze do niedawna koza).  Myślę, że w epoce nowoczesnego prasowania parą, ślad żelazka na węgiel drzewny bądź na duszę (metalową sztabkę rozgrzewaną w palenisku) będzie dla naszej córki conajmniej średniowieczny:)


2.Wstawki:
Ta jest "oryginalna"- ze sklejki (wczesne lata 50-te ?).

A pod spodem...

...dziura po węglu -prawie na wylot (!)

 Wstawki wykonujemy następująco (kurs obrazkowy):









 
Po wklejeniu wstawki (klej do drewna- najlepszy jest rakol) można ją w 2-3 miejscach przybić gwoździkami (najlepiej nie do końca , żeby można je było łatwo wyciągnąć po wyschnięciu kleju- obcęgami, gdyby ktoś miał wątpliwości;) )
Wstawki szlifujemy szlifierką kątową: najpierw papierem grubym- 40 lub 60, aby zrównać je z poziomem podłogi (ostrożnie-im mniej dziur po szlifierce tym lepiej. Jeżeli ktoś nie do końca panuje nad szlifierką ,najlepiej jeśli poćwiczy na dowolnej zbędnej desce z papierami różnych gradacji (im grubsze- tym większy opór i ryzyko szarpnięć zwiększające ryzyko "wyszarpania" dziur).
Uwaga :Jeżeli  planujemy wstawkę w miejscu bardziej "zjedzonym" przez kołatki, dobrze jest lekko przeszlifować podłogę w na nieco większej powierzchni niż zajmuje sam ubytek- ta czynność pozwoli określic optymalny zasięg wstawki poprzez odsłonięcie korytarzy ukrytych pod warstwą wierzchnią  drewna
i od razu objąć je powierzchnią wstawki. (jeżeli zrobimy inaczej- po szlifowaniu będziemy mieli wsawkę otoczoną rojem otwartych korytarzy, co wygląda kiepsko i utrudnia wykańczanie.

 Ilość przepaleń wskazywałaby na... eksplozję pieca kaflowego (?) Właściwie to cud, że nasz dom wciąż istnieje:



3.Szlifowanie 
To najtrudniejszy etap. I najbardziej męczący ze względu na hałas i pył i pozycję w czasie pracy (kolana !).
Wyższość szlifierki kątowej (flexa) nad cykliniarką polega na bez porównania delikatniejszym obchodzeniu się ze szlifowaną powierzchnią. Daje możliwość wygładzenia powierzchni przy jednoczesnym zachowaniu zastanych krzywizn i wyobleń decydujących o estetyce- osiągnięcie tego efektu wymaga jednak pewnej finezji, "pływania" między "cennymi" nierównościami - panowania nad  narzędziem, a nie przysłowiowego "darcia na chama". Rzecz jasna- coś za coś- porównanie wydajności (w zestawieniu z cykliniarką) nie ma większego sensu. Przed szlifowaniem najlepiej "dobić" przy pomocy młotka i punktaka wystające łby gwoździ poniżej powierzchni ,chyba że mają być widoczne po zakończeniu renowacji (wtedy- "na równo")
  Przy pomocy flexa (papier nr 60, następnie 80 i 100) wyrównujemy mechaniczne uszkodzenia, zadarte drzazgi, a przede wszystkim zapadnięte słoje- te ostatnie mają wprawdzie znaczenie dla  wrażenia "wiekowości" leżących poziomo starych, sosnowych desek, ale nie w takim stopniu jak wyżłobienia "komunikacyjne" o których pisałem wcześniej, za to uniemożliwiają praktycznie wykończenie podłogi ( o utrzymaniu jej w czystości nie wspominając) -jest to więc konieczny, minimalny kompromis.
 Po ostatnim szlfowaniu (papier granulacji 100 a lepiej 120) całość podłogi wodujemy, czyli po prostu przecieramy mokrą szmatą i zostawiamy do wyschnięcia. Zabieg ten ma na celu nie tylko podniesienie włókien drewna (czyli de facto- najmniejszych drzazg) ale także wydobycie na wierzch wszelkich wgnieceń i śladów uderzeń, także spowodowanych szlifowaniem- woda wysychając sprawia, że "puchną",dzięki czemu znikną podczas ostatniego szlifownia w następnym etapie.

4.Szpachlowanie 
Wbrew pozorom- nie jest to sprawa prosta. Po pierwsze- istotny jest kolor (zwłaszcza jeżeli chcemy utrzymać podłogę w kolorze naturalnym, bez wykańczania barwną powłoką. ) Nie łudźmy się- fabryczne kolory szpachli zazwyczaj mają się nijak do rzeczywistości, nawet jeżeli określone są mianem "ciemna sosna" lub "stara sosna" .Zazwyczaj są po prostu zbyt jasne- taka szpachla wygląda potem dość szpetnie- używając żargonu renowatorów mebli -"świeci". Generalną zasadą jest, że "milsza" dla oka jest szpachla nawet nieco (podkreślam- "nieco") ciemniejsza niż zbyt jasna. Dlatego wchodzi w grę eksperymentowanie z kolorami typu "jasny orzech". Osobiście używam szpachli fabrycznych w dużych opakowaniach (min. 2kg).
Dobarwiam je płynnymi pigmentami do farb ściennych (zwykle brązowym do przyciemniania oraz żółtym i ewentualnie odrobiną (!) czerwieni w celu "trafienia" w kolor. Rozrzedzoną płynnymi pigmentami szpachlę ponownie zagęszczam talkiem technicznym (szpachla ma być na tyle gęsta, aby nie "siadała" w procesie wysychania, bo proces będzie trzeba powtórzyć).
     Jednak znacznie łatwiej jest wykończyć podłoge ciemniejszą powłoką niż poprawnie dobrać szpachlę do wykończenia bezbarwnego. Oczywiście, w procesie cyklinowania jest to znacznie łatwiejsze- pył powstały ze szlifowania mieszamy ze spoiwem typu "Capon-szpachla" i rozprowadzamy po całej powierzchni podłogi- ale nie takiej, w której wypukłości i szczeliny między deskami mają byc integralną częścią jej estetyki. Ponadto -wdychanie takich ilości toluenu nie każdemu hmm... służy.
     Przed szpachlowaniem należy przyjrzeć się otworom po kołatkach (mylonych często z  kornikami- te żyją w lesie pod korą żywych drzew). Ostateczne szlifowanie -po wyschnięciu szpachli "otworzyłoby" korytarze ciągnące się wzdłuż słojów ukryte pod cienką warstwą drewna w dużym stopniu niwecząc efekty szpachlowania. Dlatego należy je pootwierać wcześniej ,za pomocą noża lub nawet cienkiego śrubokręta.Część jest widoczna dzięki wodowaniu w postaci spuchniętych "garbów". Najlepiej jednak przeciągnąć narzędziem między słojami wzdłuż  miejsc "zjedzonych", lekko naciskając ostrzem. Wtedy zakres ewentualnych poprawek po szlifowaniu będzie niewielki .
 Szpachlujemy dość mocno wciskając szpachlę w dwóch kierunkach (na "krzyż")- najlepiej twardym narzędziem. Osobiście używam tępego noża szewskiego o prostym ostrzu ,wykonanym z resztą samodzielnie ze starego brzeszczota (szerokiego) do metalu) , ale zwykłe szpachelki  też wystarczą , byle twarde. Szpachlujemy w taki sposób, aby nie tworzyć "górek" utrudniających późniejsze szlifowanie, ani nie napychać jej do miejsc, z których trudno ją potem będzie usunąć- w tym wypadku-  szczelin pomiędzy deskami.Szpachle schną zwykle ok 2-3 godzin, ale przy większych ubytkach bezpieczniej jest poczekać do następnego dnia.
  Opisany tok czynności jest odpowiedni przy założeniu,że w drewnie nic "nie siedzi". Przy starych podłogach raczej się to nie zdarza- kołatki lubią drewno odpowiednio wilgotne i "świerze". Starego i suchegodrewna ,zwłaszcza iglastego nie lubią- dlatego w pewnym momencie się wynoszą.  Gorzej ma się sprawa ze spuszczelem a tym bardziej z trzpiennikiem- w starej podłodze trafiają się rzadko, ale zniszczenia przez nie powodowane są na tyle duże, że taka deska moim zdaniem nadaje się raczej do wymiany (można ratować drewno konstrukcyjne (np więźbę dachową) czyli takie, w którym wykończenie powierzchni nie odgrywa większej roli).
    
5.Wykańczanie powierzchni  

 Gdy szpachla wyschnie, przeszlifowujemy całość szlifierką mimośrodową, papierem o granulacji 150.
W miejscach z dużą ilością zaszpachlowanych otworów po kołatkach staramy się szlifować w miarę ostrożnie, wykorzystując bardziej szorstkośc papieru niż dociskając szlifierke do podłogi, gdyż mimo otwierania korytarzy przed szpachlowaniem i tak mogły  się zdarzyć niedopatrzenia, jak szpachla  wciśnięta nie dość mocno.
    Po szlifowaniu mechanicznym warto kawałkiem papieru ściernego (100 lub 120) dodtrzeć do miejsc niedostępnych dla urządzenia i  np  skantować krawędzie szpar między deskami dla lepszego efektu końcowego. Po tym zabiegu całość powierzchni odkurzamy (przydałby się odkurzacz warsztatowy, a jeśli go nie posiadamy, należy (dla dobra odkurzacza) możliwie dokładnie zamieść podłogę i dopiero wtedy odkurzyć).Odkurzanie wydobędzie ewentulalne niedopatrzenia i braki w szpachlowaniu- można je teraz "na szybko" uzupełnić i drobnym papierem- nawet ręcznie "dopieścić".
    Zostało pokrycie powierzchni powłoką wykańczającą. Osobiście nie gustuję w widoku starej sosnowej podłogi pokrytej grubą warstwą błyszczącego lakieru.
     Po pierwsze-podłoga w domu nie powinna przypominać parkietu do gier zespołowych, a jeśli wykonana jest z sosny- to zdecydowanie się do tego nie nadaje, włącznie z tańcami, (chyba, że tańczymy w filcowych kapciach).
     Po drugie -pokrywanie podłogi z miękkiego drewna twardym lakierem o wysokiej odporności na ścieranie na dłuższą metę się nie sprawdza z  prostego powodu - miękkie drewno pracuje mocno - rozszerza się i na powrót zsycha, często pęka i wygina się (np. zdolność sosnowej deski do zmiany szerokości sięga nawet 30%). Po jakimś czasie lakier zaczyna pękać łuszczyć się i odpadać całymi płatami a renowacja takiej powierzchni musi być całkowita (naprawy miejscowe są mało realne) i kosztowna. Oczywiście zupełnie inaczej jest w przypadku drewna twardego, np dębowego parkietu lub sklejki typu deska barlinecka, ale o panelach nie rozmawiamy;)
     Po trzecie wreszcie -nawet najbardziej zajechana cyklinowaniem (czytaj : idealnie wyrównana) sosnowa podłoga może wyglądać "klimatycznie" jeśli odpowiednio (pod względem estetyki) dobierzemy rodzaj wykończenia do rodzaju wnętrza.
    Mając to wszystko na uwadze zdecydowaliśmy się na wykończenie Olejowoskiem. Jest kilka firm oferujących ten produkt. My wybraliśmy firmę Fiddes - do nabycia również w internecie. Nie wiem jak  wypada w porównaniu  z innymi, spisuje się chyba nieźle. Aplikacja polega po prostu na wcieraniu go szmatką w podłogę, oszczędną ilością, ale z wcieraniem (koniecznie!) we szystkie zagłębienia i nierówności.
   Wybrany kolor  umiejscowiłbym  "w okolicach" orzecha. Podłogę pokryłem dwukrotnie, przy okazji  niwelując niedociągnięcia kolorystyczne (ślady przypaleń).
   Po przeschnięciu całość przepolerowałem szczotką do wosku na wiertarce, ale taka do butów też by zadziałała.
   Niezaprzeczalną zaletą olejowosku jest wygląd podłogi.  Pewną wadą może być niewielka odporność na uderzenia i upadki ostrych przedmiotów ( odradzam zwłaszcza szalone zabawy z psem;) i spacery w butach prosto z ulicy ), ale wynika ona bardziej z  właściwości podkładu ,czyli drewna. Sądzę, że w przypadku drewna twardego wyglądałoby to nieco inaczej. Z tej jednak  wady wynika zaleta - powłoka pracuje razem z drewnem i nie pęka, ponadto uszkodzenie nie jest czymś takim jak pęknięcie wastwy lakieru i można je błyskawicznie miejscowo naprawić miejscowo tym samym preparatem (nawet przy użyciu pędzelka;)).
  Poza  tym producent oferuje preparaty do łatwej renowacji takiej powierzchni (nie sprawdzałem).
Podłogę myje się i odkurza jak każdą inną (drewnianą - czyli mopem wilgotnym  a nie wlewającym się w szpary).


     Podsumowując- Robota jest rzeczywiście znacznie bardziej skomplikowana niz "tradycyjny" remont podłogi, ale ani przez moment nie wątpiłem, że  warto. Większość wykonanych czynności jest identyczna z procesem renowacji starych, sosnowych mebli (nawet olejowosk podobno się do tego nadaje), więc poradnik obejmuje szerszy temat niż się początkowo wydawało.
    A listwy zamówiłem u stolarza (identyczne ze starymi). Stare, jako tzw. świadka, zostawiliśmy tylko wokół kaflowego pieca.
   Żeby nie było, że przesadzamy;)














Po renowacji, podłoga wciąż wygląda  na swój wiek .Widzimy  idealnie zakonserwowaną powierzchnię o orzechowej  barwie  zanurzonej w oleistej toni z "tępym" woskowym poblaskiem.

 Wiem, że to perwersja ale, żeby nie zniszczyć zabytkowej podłogi, należy chodzić po niej w filcowych muzealnych kapciach.



Tak,  tak jak na Wawelu;)














85 komentarzy:

  1. Och, dzięki za ten post:) Moja podłoga czeka na dokładnie taką samą operację, wstawki - piękne, kolor - boski. Czy mogę prosić o szczegóły dotyczące działalności sodomity, a później o substancje do malowania?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy ;) Nie chciałem przynudzać, ale już zacząłem uzupełniać posta- od sodomity, naturalnie;)

      Usuń
  2. piękna podłoga! dzięki za wpis ze wskazówkami!co do chęci zachowania podłogi - dla mnie byłaby to naturalna kolej rzeczy - gdybym miała taką podłogę :)
    współczuję sytuacji z odśnieżarką! ale chyba nie ma tego złego - szybciej stanie pożądane ogrodzenie:)to tak jak z naszym dachem - był dobry, ale wiadomo było,że może za dekadę będzie do wymiany, i jedna burza załatwiła nam nowy dach w tempie ekspresowym.U nas przyroda zadziałała, a u Was człowiek.I to wnerwia...
    Rysiek jest piękny i pięknie grzeje zimą:)też bym tak chciała grzać;) a jego brat - niesamowity:)

    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet bardzo wnerwia(ło), zwłaszcza że sprawca uciekł z miejsca zdarzenia. Ale dzięki temu panowie z MPGK byli w miarę "miękcy" przy negocjowaniu ugody a negocjacje zbytnio się nie przedłużały;)

      Usuń
  3. Weronika jest przekonana, że jakimś tajemniczym sposobem weszliście w posiadanie zdjęć naszej podłogi! :)
    Chodzi niestety o łobrazek nr1 ... Bo u nas wciąż jeszcze tak ...
    Chociaż przy bliższym przyglądaniu się, nie dostrzegam (u Was) prześwitujących pod "orzechem jasnym", fragmentów zielonkawo-niebieskich i szarowatych.
    Nasze lenistwo oswoiło oczy z tą paletą barw i polubiło ją?
    Na podłogach widać szlaki komunikacyjne, mocniej wytarte butami, skrzyżowania i miejsca strategiczne. Progi mocno "kołyskowo" wytarte, ale o dziwo nie na środku, tylko zawsze bliżej lewej strony.
    Ech ... Podziwiam Wasze pieczołowicie odnowione dechy! Podziwiam kunszt i PRACOWITOŚĆ!
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też jest ślad historii, a odbiór to tylko kwestia aranżacji wnętrza. Prawdziwe przecierki są nie do podrobienia. Patrząc na zdjęcia do "Skorupki" zacząłem się zastanawiać ,czy czegoś nie tracę ,jeśli zanadto chcę coś wskrzeszać. Nie wszędzie pieczołowitość jest dobrą drogą.

      Usuń
  4. Och, ogrom pracy mnie przeraził, ale efekt końcowy jest piękny! Przy remoncie naszego gabinetu każdy pytał, czy wymienimy starą podłogę. I dziwili się ludzie na nasze stanowcze NIE! Na szczęście deski nie są pochlapane farbą, ale jest sporo ubytków po bokach desek. Moim zdaniem "robią klimat" :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) Znaczy- warto . Jeszcze tylko 150 m;)

      Usuń
  5. Jakże się cieszę, że nie tylko my z uporem staramy się zachować jak najwięcej śladów przeszłości w naszym domu!Oryginalne podłogi uchowały się u nas w części kuchni ( reszta była wykafelkowana i czeka na nowe - stare kafle, na które poluję , oraz w dwóch z trzech pokoi. W naszym pokoju podłoga jest całkowicie spróchniała i tu musi przyjść nowa decha ( planujemy dąb rustykalny ). Ale kuchenne podłogi czyszczę pracowicie kawałek po kawałku z...orzechowej ( a jakże! ) farby. Podobnie jak dechy na ścianach. Praca jest syzyfowa, ale coś czuję, że warto!
    Z pozdrowieniami od naszego Rycha dla Ryszarda!
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Boże. O Boże! Tarzam się w tym wpisie.Kładę się jak Ryszard w resztkach gołębia, jak na grzejniku. Jaka pięęęęękna podłoga, jaki wspaniały pomysł! Ile historii ludzkich nie zniknie dzięki Wam!!
      A Ryszard powala na kolana ;D
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Zdecydowanie nie jest syzyfowa -naprawdę warto.
      Rych dziękuje i się cieszy;)

      Usuń
    3. Doro- Twój zachwyt zachwyca;)

      Usuń
  6. ps
    Koty cudaśne! Brat kota wygląda nieco nieprzystępnie, ale może to tylko pozory.
    "Konserwacja" portalu szokująca! W Krakowie, tak wyglądają dekoracje zżarte przez kwaśne deszcze i tym podobne uzdrowiskowe bonusy.
    Współczuję gwałtownego przyspieszenia prac przy ogrodzeniu. Pan Odśniegowy musiał być mocno rozgrzany ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie pozory- i dotyczy to również Ryśka;)
      No, to mamy kawałek Krakowa;)
      W każdym razie jeden z panów stwierdził że to normalne i że się czepiam (zanim drugi pociągnął go za rękaw;)

      Usuń
  7. Ładnie wyszło! Instrukcja przygotowania podłogi też OK. Zabrakło mi jedynie informacji o tym co robiliście po oczyszczeniu drewna. Czy moge liczyć na odnośny tutorial czyli jakie środki i co najpierw a co potem i jak. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ! Oczywiście- uzupełnię posta -możliwie szczegółowo w najbliższym czasie.Pozdrawiam

      Usuń
  8. Zapowiadałaś zdradzenie tajników renowacji, tymczasem wyszedł Ci traktat filozoficzny o przemijaniu, szacunku dla zupełnie niekomercyjnych wartości, sensie życia i współżycia z prawdziwą historią ;-) Zabrzmiało górnolotnie, ale - podobnie jak przedpiszący - napawam się tym wpisem, cieszę ogromnie i podziwiam!
    Dałabym wiele, aby w naszym wymarzonym, jeszcze nie znalezionym, domu zachowały się takie dechy (i nie tylko, zawartość strychu także mogłaby być obfita ;-)), potraktowalibyśmy je z należytym pietyzmem. Tymczasem - edukuję się w kwestii renowacji i tęsknię... ;-)
    ps
    Obaj bracia wyglądają imponująco, każda mordka cudna na swój sposób ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie bez takiego -być może nawet nieco komplikującego sprawę podejścia- nie ma mowy o zachowaniu tych niematerialnych wartości starego domu- mielibyśmy do czynienia z utylitarnym remontem z zachowaniem jedynie pozorów że chodzi o coś więcej. Oby Wasz dom na Was trafił!

      Usuń
  9. Praca z tą sodą chyba trochę niebezpieczna, chwila nieuwagi i można się poparzyć, prawda? ale efekt końcowy jak najbardziej wart takiego ryzyka, pięknie wyszło; czym były smarowane potem te deski, po odczyszczeniu? no i zobaczyłam, jak robi się wstawki z drewna, o których pisałaś przy moim stole; bardzo pouczający wpis, dzięki wielkie. Wieksze szkody poczyniło takim podłogom chyba przykrycie ich nieprzepuszczającym powietrza linoleum, większe niż te wszystkie farby olejne; na koty mogłabym patrzeć bez przerwy, obydwaj cudni, jacyś puchaci, coś z persa mają w sobie, pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba uważać głównie na oczy- i nie zwiększać stężenia roztworu. Reszta będzie w uzupełnieniach posta w najbliższym czasie. Rzeczywiście -pod linoleum zamienają się w coś w rodzaju mokrej gliny,w dodatku z robakami...
      Pozdrawiamy
      Ps Ryszard to pół-Norweg;)

      Usuń
  10. Rozumiem, że kółka wycięte ze zwalonego płotu przyklejamy klejem stolarskim, całość smarujemy pastą do podłogi i sukcesywnie wygładzamy filcowymi ciapami.

    Bardzo piękna robota, ale chyba nie do powtórzenia dla nas maluczkich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za to ile zabawy:)
      Pozdrawiam Sąsiada!

      Usuń
  11. U nas w pokojach podłoga wygląda podobnie, ale jeszcze za jakiś czas będziemy musieli nad nią popracować. Niestety w kuchni ktoś zerwał podłogę i położył nową, może stara była zbyt zniszczona? Wasz jest przepiękna!

    OdpowiedzUsuń
  12. i jeszcze jedno. Mamy w domu cienkie kaloryfery, a Wiedźma i tak "jakoś" się na nich kładzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może "po prostu" lewituje? Warte zobaczenia ;)
      Pozdrawiam

      Usuń
  13. Cóż zacznę od kota, czy może kotów, sposób na rozgrzanie rewelacyjny, a Brat kota - nie chciałabym mu wejść w drogę. Na naszych Jaworzynach niestety tak właśnie jak piszesz odnowiono starą kapliczkę. Widziałam ją na zdjęciach, była piękna, kryta gontem i pobielona. Renowacja polegała na tym, że praktycznie ją zburzono, zrobiono nowiusieńkie drewniana drzwi i dach kryty dachówką, teraz jest kamienna, nie pobielona. Jedyne co w niej zostało to obraz w środku, który poddany był renowacji przez fachowca, ludzie często mylą renowacje, z przebudową, a szkoda, bo była piękna. Podłoga wyszła super, całe szczęście, że w naszej kuchennej izbie nie była malowana żadna farbą, wystarczyła szczota ryżowa i szare mydło. Jest wychodzona i wyżłobiona przez czas, troche od niej ciągnie, bo niestety, jak to drzewiej bywało leży bezpośrednio na ziemi, ale bronimy jej niczym niepodległości. Boimy się ją ruszyć, w celu zrobienia wylewki, bo pewnie, się rozsypie podczas tego zabiegu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojciec "Ryśków" był prawdziwym zbójem- panem dzielnicy- zdaje się ,że brat objął po nim tron.
      Inicjatywa własna bywa dla zabytków zbawienna, chyba że towarzyszy jej również własny gust- wtedy bywa zabójcza.
      Takie podłogi jak u Was są jescze bardziej "chatowe" i autentyczne w wyrazie ,ale taka bez olejnicy to niezmierna rzadkość- a tu ,niestety samo szorowanie nie wystarczy i trochę tego autetyzmu musi pozostać na szlifierce.Nasze wprawdzie nie leżą na ziemi ale efekt zerwania byłby podobny. "Zabytek- nie ruszać";)
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  14. Początkowo chciałem cały proces opisać szczegółowo,ale pomyślałem, że post będzie miał kilometr, będę pisał go całą noc, a rano czytelnik spojrzy, zaziewaaa i tyle. Skoro jednak interesują Was "tajniki" to z przyjemnością uzupełnię posta -dajcie mi kilka dni;)

    OdpowiedzUsuń
  15. No oczywiście, że poczekamy !
    Wszyscy tu poszukujemy stylowego i niezbyt kosztownego balansu pomiędzy Modą na Sukces, a Wawelem.
    Jak, podczas wieczornej przechadzki do kibelka, nie wywalić się o wyżłobione w zabytkowej podłodze koleiny, a jednocześnie nie narobić sobie obciachu remontem w stylu obraźliwie zwanym "IKEA" ?
    Jako fachowcy i renowatorzy-puryści macie szansę przeważyć szalę w stronę Staniszowa. Choć nie wiem, co by powiedział na taki stan podłóg ich ówczesny właściciel. Pewnie kazałby wycyklinować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Odwieczne" dylematy .Puryzm w nas jednak przegrywa odkąd jesteśmy właścicielami naszego "Wawelu". Staramy się ocalić wyeksponować to, co najważniejsze i to w możliwie pierwotnej postaci. Ale nie damy się zwariować- IKEĘ też posiadamy:)

      Usuń
  16. A kot siedzi na grzejniku, żeby nie rysował nawierzchni ! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. A na szybko: gdzie to wylać, to świństwo kaustyczne ?
    Pozabija mi żyjątka w oczyszczalni albo wypali dziurę w trawniku :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady, w takim stężeniu nie stanowi to jakiegoś szczególnego ciosu dla środowiska- jest z resztą popularnym środkiem czyszczącym, używanym także w samej oczysczalni- ale rzeczywiście- dziurę w trawniku mogłaby wypalić (ale raczej niezbyt trwałą).
      Jeżeli ktoś bardzo się martwi, to przed wylaniem do wc może to jescze bardziej rozcieńczyć. Sama zmydlona farba nie jest już farbą tylko zawiesiną barwnika, więc też nie stanowi problemu.

      Usuń
  18. Benedyktyńska robota, ale efekt oszałamiający!!!!!


    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki- czuję,że warto rzeźbić dalej;)

      Usuń
  19. Piękna podłoga! Większość podług starych trafia do pieca...A po renowacji wygląda o wiele lepiej niż nie jedyna nowa .Podziwiam Waszą prace jesteście niesamowici ! szkoda że mało jest takich ludzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może teraz będzie więcej. W końcu od czego są blogi?;)
      Pozdrawiamy

      Usuń
  20. A czy możemy prosić o poradę? Mamy taką zardzewiałą starą podkowę (oczywiście poniemiecką) pochodzącą ze starej kuźni. Jak można ją domowymi sposobami odrdzewić i doprowadzić do stanu cieszącego oko?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy jak bardzo jest zardzewiała i jaki efekt chcecie uzyskać. Do gołego metalu oczyścicie ją w Fosolu (odrdzewiacz)z tym,że co jakiś czas trzeba ją wyjąć i przeszczotkować szczotką stalową. Z własnego doświadczenia wiem,że obiekty czysto dekoracyjne coś na tym tracą -robią się czyste,stalowo-niebieskie co wygląda nieco dziwnie bo pozostają ślady po wżerach. Mam gdzieś kolekcję kutych gwoździ,które czyściłem szczotką stalową na sucho a potem wypolerowałem wełną stalową nr "0"- trwało to dłużej,ale zachowały swój antyczny rdzawy wygląd. Na końcu zabezpieczam przedmiot (nieużytkowy) lakierem typu Capon- niewielką ilością, najlepiej przy użyciu szmatki -powłoki ,jaką tworzy nie widać,a przedmiot nie ulega dalszej korozji.
      Miłej zabawy!
      Pozdrawiam

      Usuń
  21. Piękna podłoga. Podziwiam ogrom pracy i oszałamiający efekt.

    OdpowiedzUsuń
  22. Podziwiamy z mężem mateusową podłogę. W związku z podziwianiem, chcielibyśmy skorzystać z Waszego doświadczenia i poprosić o odpowiedź na parę pytań.

    1. Czy Wasza podłoga jest wykonana z desek na pióro-wpust czy ze zwykłych dyli? Nasza jest z dyli i w szparach znajduje się kurz i polepa. Chcieliśmy zapytać czy jakoś wypełnialiście szczeliny? Obawiamy się, że odkurzając naszą podłogę wyciągniemy całe tony polepy :D

    2. Jaki dokładnie kolor kupiliście z Fiddesa? No i które ze zdjęć na blogu najwierniej oddaje kolor?

    3. Jak olej chwytał szpachlówkę? Ok? Mieliśmy pomysł wykonać samemu szpachlówkę z naszego pyłu drzewnego, ale nie wiem jakiego spoiwa użyć, bo potem olejowosk mógłby nie chwycić przy źle dobranym.

    3. Jak wyszła wydajność olejowosku na starej sosnowej podłodze?

    3. Jak się użytkuje podłogę wykończoną olejowoskiem. Do tej pory byliśmy przekonani, że naszą stuletnią staruszkę zabalsamujemy olejem, ale Wasz efekt końcowy skłania ku zmianie planów. Czy podłoga jest w dotyku lepka lub tępa? Czy kolorowany olejowosk brudzi skarpety, stopy lub ewentualnie filcowe kapcie ;)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaje się, że przegapiliśmy Wasz komentarz- ustawowe 30 dni już dawno minęły, ale może skorzystacie następnym razem. Ale do rzeczy:
      ad.1- nasza podłoga to również "dylówka"- mam na to dwa sposoby : albo gumowe uszczelki do okien (najlepiej czarne ,o okrągłym przekroju) wpuszczone min. poniżej powierzchni i umocowane w sposób niewidoczny np czarnym silikonem, albo w ten sam sposób (ale na klej)wpuszczone listewki (metoda bez porównania bardziej pracochłonna),
      ad.2- kolor "whiskey" (dla mnie to po prostu orzech) -zdjęcie przy piecu,
      ad.3- "łapał" bez problemu; do pyłu można użyć spoiwa "Capon szpachla" -chwyci również bez problemu; zrezygnowałem z tej metody z dwóch powodów: przy nierównej podłodze (zwłaszcza z dyli) trudniej jest pokryć nierówności co ostatecznie- wraz z dłuższym czasem szpachlowania- zwiększa ilość wdychanego toluenu ;powód drugi- poza normalnym truciem- na toluen mam uczulenie;)
      ad.3- Naprawdę dobrze: po dwukrotnym pokryciu 30m2 została jescze połowa z 2,5l puszki
      ad.4- Podłoga nie brudzi ,nie lepi się - po jakimś połysk minimalnie "siada" (nota bene jak wszystkie powłoki wykończeniowe), ale przecież ma wyglądać staro. Odporność zależy od twardości drewna, z którego wykonana jest podłoga- uszkodzenia bez problemu można naprawić miejscowo- nawet punktowo-pędzelkiem (co również dodatnio wpływa na efekt "starości").

      Pozdrawiamy





      Usuń
  23. Uwielbiam Was! Dozgonnie i od deski do deski. Będę podglądać przez te planowane 30 lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy;) Jeżeli internet tyle przetrwa (nie mówiąc o Bloggerze), to zapraszamy nawet za 31;)

      Usuń
  24. Wszystko macie piękne i koty i podłogę i umiejętności. Bardzo zależy mi na Waszej poradzie, czy to możliwe? Dostałam piękną szafę drewnianą i jeszcze pokrytą fornirem. Szafa ma dużo drewnianych zdobień z zakamarkami. Ma ciemny kolor.Co mogę zrobić, aby była rozbielona.Czy mogę użyć sody kaustycznej, czy zmarnuję szafę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie udzielę porady, jeśli dostanę parę zdjęć na maila- Trudno stawiać diagnozę bez pacjenta;)
      Pozdrawiam

      Usuń
  25. Jestem pod wrażeniem... Produkujemy deski stylizowane na zamówienie ale takie efekty są nie do podrobienia.
    Zdecydowanie pasja wygrywa z komercją. ŻYCZĘ NIEGASNĄCEGO ZAPAŁU - tak wiele jest miernoty a tu taka perła...
    Serdecznie pozdrawiam.
    Adam

    OdpowiedzUsuń
  26. To jest cel poszukiwań wielu osób zamawiających podłogi stylizowane ale efekt taki jest nie do podrobienia - niestety ( upewniam się w tym coraz bardziej po wielu latach produkowania podłóg na zamówienie )
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście- bez pasji (i to wręcz w nadmiarze) raczej bym się na to nie porwał ;) Z zapałem trochę gorzej (przydałyby się wakacje) ;) Dziękuję i pozdrawiam
      PS. W przyszłości jednak pokuszę się o stylizację:)

      Usuń
  27. Hallo od poniedziałku remontujemy poddasze (dom Tyrolski)jest drewniana podłoga bardzo zniszczona chciałabym ją odrestaurować, alle nie wiem jak się do niej zabrać. Nie wiem czy się to da proszę o poradę dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  28. Gratulujemy! Zapału, wiedzy i osiągniętych efektów!
    Dziękuję za podzielenie się z nami wszystkimi tak dokładnym opisem. Dzięki tym informacjom uratowaliśmy już znaczną część naszej starej sosnowej podłogi. W salonie bardzo chcielibyśmy uzyskać efekt podobny do tego ze zdjęć. W związku z tym, proszę nam podpowiedzieć czy ten olejowosk sprawdza się też po dłuższym czasie eksploatacji podłogi? (mamy dwóch synów - żywe złotka!) I jaka jest jego wydajność na starej podłodze? Mamy 32m2 do pokrycia, które dzięki Wam potrafiliśmy całkiem dobrze doczyścić!
    Serdecznie pozdrawiamy!
    Familia Chaves.

    OdpowiedzUsuń
  29. Podłoga piękna a Ryszard wygląda jak brat bliźniak mojej kotki :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Wyrazy głębokiego szacunku i podziwu. Robimy różne produkty ze starego drewna i wiemy ile trzeba w to włożyć pracy. Podziwiam również za tak szczegółowe prowadzenie bloga.
    www.regalia.eu

    OdpowiedzUsuń
  31. Bardzo dziękuje za wyczerpujący post! Początkowo pomyślałam sobie, że gra nie jest warta świeczki, ale jak zobaczyłam ostatnie zdjęcia.... coś pięknego! Pozdrawiam ;-))

    OdpowiedzUsuń
  32. Rewelacja,mam idento podłogi(w pierwszym momencie myslalam ze to moje mieszkanie :) )
    Moją podłogę potraktuję podobnie,tylko chce sie pozbyć szpar miedzy deskami(podłoga w kuchni-lepiej utrzymac porzadek)dobrze ze na Was trafilam bo juz chcialam klasc linoleum,albo robic wylewke na te stare deski,a tak zycie im uratuje.Dzięki

    OdpowiedzUsuń
  33. Witam! Właśnie jestem na etapie kończenia prac z pozbywaniem się paskudnych aż 4 warstw farby. Twój sposób jest kapitalny. Tylko nie wiedziałem jak wydajna jest soda i miłe panie w sklepie mnie już zapamiętały jako klienta od sody, ze względu na częste powroty :) Użyłem dodatkowo koca zamiast szmatek z wiskozy ponieważ zauważyłem u siebie brak delikatności i szmatki ulegały "popsuciu". Koc też się nadaje tylko trzeba kliknąć razy dwa. Teraz czekam na przeschnięcie podłogi i zaczynam dopieszczanie pamiętając o koledze z netu, że to dzięki niemu moje prace poszły tak żwawo na przód. Dzięki wielkie kolego!

    OdpowiedzUsuń
  34. Bardzo ładnie i fachowo zaprezentowaliście tajniki fachowej renowacji. Właśnie szukałem informacji do renowacji 100 letnich drzwi, które zamontowałem u siebie w domku przy wieży. Jak to dobrze, że od razu trafiłem do Was. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  35. Dziękuję za przywrócenie mi wiary ,iż nie oszalałem... Dom który staram się ocalić, skończył w tym roku 100 lat...Niewiele, ale dla mnie jest ważny... Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  36. Dziękuję za przywrócenie wiary , iż nie zwariowałem...

    OdpowiedzUsuń
  37. Witam serdecznie,

    Słowem wstępu. Mam na iminę Krystian lat 27 i jestem w trakcie remontu trzykrotnie starszego ode mnie domu.
    W moim domku jest podłoga w połowie wieku waszej. Była maltretowana przez 2-3 krotne malowanie w kolorach musztardy i ciemnego błota. Dokonałem ługowania ( chyba zbyt oszczędnie ) i o ile farbę udało się zebrać bez większy problemów to kolor ciemnożółty jak gdyby wsiąkł w drewno. Czy powinienem raz jeszcze ługować i myć całość czy też przystąpić do dalszej obróbki ?
    U was podłoga samym ługowaniu jest niemalże biała ...

    Przepraszam, że tak bez przywitania.

    OdpowiedzUsuń
  38. Witam. Na początku chciałbym podziękować za świetny artykuł, którego przeczytanie powstrzymało nas przed obłożeniem remontowanego mieszkania tandetnymi panelami. Jakiś czas temu kupiliśmy mieszkanie na osiedlu małych bloczków dla dawnych pracowników cementowni w okolicy Będzina. Osiedle to może nie jest tak wiekowe, jak opisany w artykule dom, wybudowano je w latach 50-tych XX w., jednak na podłodze zastaliśmy identyczne dechy sosnowe, pomalowane identyczną, orzechową farbą, przykryte starą warstwą gumolitu. Wszyscy doradzali nam zakup paneli. Wtedy właśnie trafiliśmy tutaj. Po zdarciu wykładziny i oszlifowaniu kawałka podłogi okazało się, że pod spodem (pod 3 warstwami farb) jest piękne, sosnowe, żółte drewno. Podobnie z drzwiami - pod grubą warstwą pożółkłej emalii było żywe, świerkowe drewno z ciemnymi, pomarańczowymi słojami. Jako, że budżet skromny i ciężko byłoby wydać ok. 4000 zł na usługi cykliniarskie, zwłaszcza, że w kolejce czekała też wymiana okien, drzwi wejściowych, zakup pieca, itp..., kupiliśmy kilka używanych wiertarek, cyklinę z ostrzami, mnóstwo krążków ściernych na rzep wraz z końcówką do wiertarki oraz elektryczną opalarkę i sami rozpoczęliśmy mozolne zdzieranie starych pokładów farby. Próbowaliśmy sposobu z sodą kaustyczną, jednak pozostawiała ona brzydkie, zielonkawe plamy. Praca z opalarką elektryczną też szła wolno, gdyż nagrzane urządzenie musiało często "odpoczywać". Wykorzystaliśmy je do zdjęcia farby z drzwi i futryn. W przypadku podłogi bardzo dobrze poradził sobie palnik gazowy z szeroką dyszą - rozgrzana farba odchodziła szybko dużymi płatami. Po opaleniu podłogi przejechałem całość szlifierką z papierem o gradacji 40, by zdrapać ostatnią, jakąś taką bordową warstwę o konsystencji wosku. Deski te nie są tak idealne, jak w artykule, niektóre są wygięte i mają spore "górki", inne dość mocno skrzypią. W każdym razie - klasyczna cykliniarka musiałaby całkiem sporo zedrzeć, by to wyrównać. W paru miejscach trafiły się spore ubytki w drewnie, musiałem wyciąć taki kawałek deski i zastąpić go innym, zdrowym. Ubytki oraz spore szczeliny pomiędzy dechami wypełniłem wikolem zmieszanym z trocinami uzyskanymi podczas szlifowania oraz większymi wiórami - taka masa miała tylko ciut ciemniejszy kolor od naprawianych desek, za to dawała się łatwo szlifować. Przy ścianach znalazłem też sporo otworów po kołatkach - na wszelki wypadek przyłożyłem tam ścierkę nasączoną amoniakiem - mam jednak nadzieję, że te paskudy już tam nie żerują i nie przejdą na wstawione do pokoju meble. Korytarze pootwierałem nożem i zaszpachlowałem masą wikolową. Podobnie z otworami po gwoździach mocujących. Kolejne szlifowanie papierem 80 wygładziło wszelkie nierówności i powstałe wcześniej "zadziory". Podłoga wreszcie zaczyna jakoś wyglądać. Podobnie z drzwiami. Na koniec pozostało przemycie desek wodą i ostateczne szlifowanie wygładzające papierem 180. Drzwi po takim zabiegu wyglądają przepięknie, są gładziutkie. Podłoga również. Listwy zamówiłem u stolarza o podobnym wzorze jak w artykule. Nie przylegają one idealnie do podłogi ze względu na wspomniane górki i dołki desek, ale cóż, taki urok. Podobnie z ustawionym mebelkiem - trzeba będzie coś podkładać pod nóżki, aby się nie telepał. Jak to w starym domu z lat 50. Wychodzony próg także zostawiam, jaki jest. Olejowosk już zamówiony, też znaleźliśmy Fiddes, o kolorze oznaczonym jako 'antique', przed nami jeszcze tylko wtarcie go w podłogę. Nie wiem jeszcze, czym wykończymy drzwi i futryny - czy olejowosk się do tego nadaje, czy lepsza będzie np. lakierobejca? Założyłem na próbę zakupione klamki i nowe zamki - z drewnem wydają piękny dźwięk, zamykają się płynnie. Jednak drewno to jest klimat, a nie to, co jakiś tam tandetny plastik czy sklejka. Pozdrawiam i jeszcze raz dzięki za natchnienie!

    OdpowiedzUsuń
  39. Podłoga cudna! Chylę czoła i dziękuję serdecznie za znakomity przewodnik po ługowaniu:) wprawdzie nie ługowałam podłóg (jeszcze) ale metoda znakomicie sprawdziła na drzwiach - pięknie wszystkie starożytne warstwy zeszły znacznie mniejszym nakładem sił i czasu niż przy opalaniu (to też mamy przetestowane).
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  40. Muszę powiedzieć, że efekt mnie niesamowicie zaskoczył i pozytywnie!

    OdpowiedzUsuń
  41. Witam poszukuję osoby, która podjęłaby się odnowienia podlogi drewnianej w jednym pomieszczeniu (poddasze)

    OdpowiedzUsuń
  42. Witam,
    Odbyłam dziś próbę usunięcia farby na podłodze w domku dziadków, przedstawiona tu metoda jest o wiele bardziej skuteczna niż jeden z dostępnych na rynku środków do usuwania powłok z farb i przede wszystkim dużo tańsza. Farba praktycznie wsiąknęła w ścierkę... obawiałam się że pod spodem będą czarne deski, gdyż babcia wspominała, że dziadek je ropował na szczęście pokazał się jasny kolor i struktura drewna. Mam tylko dwie obawy pytania nim przystąpię do usuwania farby na całej powierzchni. Po pierwsze czy ta soda nie jest szkodliwa podczas wdychania oczywiście będę pamiętać o masce, okularach, rękawiczkach itp. czy nie wsiąka w drzewo i później może być szkodliwa? I drugie pytanie dotyczy skrzypienia desek, są położone na legarach czy da się to jakoś zniwelować, zmniejszyć? Nie wiem też czy poradzę sobie z szpachlowaniem dlatego może jednak zdecyduję się na cyklinowanie... jednak na pewno nie przykryję podłogi błyszczącym lakierem...
    Z góry dziękuję za odpowiedź.
    Dobrej nocy:)
    Justina

    OdpowiedzUsuń
  43. Dzień dobry, ja właśnie mam zamiar skorzystać z podanej metody, tylko mam pytanko Jak wydajna jest soda? Mam do zrobienia około 70 metrów. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  44. Wspaniale odnowiona podłoga. Naprawdę warto odrestaurowywać nawet stare deski, ponieważ podłoga zyskuje niesamowity, rustykalny charakter. Świetne!

    OdpowiedzUsuń
  45. Witam!
    Chciałbym dołączyć sie do pytania Justiny - czy po ługowaniu pył podczas szlifowania nie jest toksyczny (żrący?) czy same deski nie wsiąkają szkodliwego ługu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Soda kaustyczna jest żrąca (w stopniu zależnym od stężenia), więc ,generalnie, nie należy jej wdychać.Ług sodowy nie wsiąka w deski- zostaje na powierzchni w postaci białego nalotu (widocznego po wyschnięciu).Pozdrawiam

      Usuń
  46. Rewelacyjnie to wyszło :) dużo przy tym pracy, ale efekt aż przypomina mi dom babci... Jednocześnie w starym stylu, ale super estetycznie

    OdpowiedzUsuń
  47. A ja mam takie pytanie - mam podłogę sosnową o połowę młodszą i nie traktowaną farbami olejnymi ale za to są na niej liczne resztkowe warstwy (szczególnie w kątach) różnych past do podłogi, pokostu itp. Chciałabym to wszystko usunąć ale nie bardzo podoba mi się opcja cyklinowania, czy soda kaustyczna da redę czy raczej nie? Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli te resztki są pochodzenia organicznego to da radę. Czasem działa, jeśli pod uszkodzoną warstwą nieorganiczną jest warstwa organiczna (tj. olejna). Pozdrawiam

      Usuń
  48. Będę wdzięczna za informację, jakiego olejowosku Pan użył: satyna czy półpołysk? Pozdrawiam serdecznie i bardzo dziękuję za inspiracje!

    OdpowiedzUsuń
  49. Efekt powalający, wyszło świetnie! Kot tez fajny ;)

    OdpowiedzUsuń
  50. Kurde flak, nie wyszło u nas. Mamy identyczną podłogę i wczoraj próbowaliśmy tego sposobu, ale "soda" nawet nie chwyciła. Po godzinie podłoga po zabiegu "sodowania" przetarta ręcznikiem papierowym zostawia na nim, ledwo, ślad farby z podłogi. Macie jakiś pomysł/poradę? Może soda była zwietrzała?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno soda nie zwietrzała. Są trzy możliwości: albo nie użyliście sody kaustycznej, tylko oczyszczoną (kuchenną),albo podłoga nie jest pokryta farbą olejną (czyli pochodzenia organicznego, a tylko taką rozpuszcza soda kaustyczna), albo roztwór sody jest zdecydowanie za słaby (jeszcze raz przypominam o środkach ostrożności). Pozdrawiam

      Usuń
  51. Wspaniały wpis :)

    pytanie czy jak mam możliwość piaskowania to czy uzyska się ten sam efekt?
    Boję się, że piaskowanie da efekt rustykalności, który jest raczej niechciany na podłogach.

    OdpowiedzUsuń
  52. I jeszcze jedno pytanko czy szlifowanie mechaniczne można przeprowadzić z użyciem szlifierki oscylacyjnej lub mimośrodowej zamiast flexa?

    OdpowiedzUsuń
  53. Pięknie! U nas w kuchni podłoga była podpróchniała, więc pokryli ją... panelami, dodatkowo niszcząc stary próg w drzwiach z kuchni do sieni. Widząc to, podłogę w pokoju zasłoniłam własną piersią. Od kilku lat myślę, jakby ją po kawałku odnowić. Pokryta jest farbą olejną w kolorze ochry, w odsłoniętych częściach praktycznie startą. Pomysł z sodą kaustyczną wydaje się dobry (tylko czy resztki można wylewać do sedesu z instalacją domowej oczyszczalni?) - tylko skąd wziąć taką sodę? Niestety w domu, o którym mówię, choćby było najczyściej (dom po pradziadkach, służy rodzinie na lato a mi jako mieszkanie od czerwca do listopada), wszyscy chodzą w butach z podwórka. Pewnie niszczyliby w ten sposób odnowioną podłogę, choć częściowo jest zakryta wykładziną dywanową z odzysku. I ostatnie pytanie - czy sposobem z sodą kaustyczną można odnawiać również drzwi? Rok temu zaczęłam pracę z opalarką, zostało wciąż trochę farby do usunięcia. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  54. super, że udało Wam się tak pięknie odnowić tę podłogę. Ja ze swoją sosnową podłogą mam małą zagwozdkę. Nie wiem, na co się zdecydować: olejowanie czy lakierowanie? Vidaron czy jakiś inny tego typu preparat? Jak Waszym zdaniem najlepiej zabezpieczyć podłogę?

    OdpowiedzUsuń
  55. często odnawiałem stare obudowy "skrzynie" zegarów, ale stosowałem metody mechaniczne, spróbuję zastosować sodę i podzielę się informacją jak to wyszło

    OdpowiedzUsuń
  56. Woow nie wiedziałam, że podłoga może tyle przetrwać :)

    OdpowiedzUsuń