niedziela, 31 lipca 2011

Domostaroza

Witaj drogi Gościu !
Proszę się nie bać, to tylko historia renowacji starego domu bez profanacji jego sędziwej atmosfery, czyli dążenie do ideału, który jak wiadomo, pozostaje nim  wyłącznie z uwagi na chwalebność dążeń (czyli, mówiąc wprost -jest niemożliwy do osiągnięcia). O tym  przekonujemy się raz po raz, choćby gdy z konieczności poprawiamy autentyk- stylizacją, lub w ogóle rezygnujemy z autentyku, gdy  mimo całej jego fascynującej  nobliwości stwierdzamy, że- do cholery- żyć trzeba!  Rzadko tak czynimy -na szczęście... dla ideału :).         
       Jesteśmy przemiłym małżeństwem, które od czterech lat ma typowe objawy domostarozy objawiającej się : wielokrotnymi w ciągu doby, wycieczkami po  własnym domu przerywanymi pracą- przerywaną  kawą podsumowującą ostatnią wycieczkę. Podsumowujące wieczory przy winie spędzamy  w różnych częściach ogrodu na ławkach z widokiem  na chałupę. Kiedy przychodzi sen - to zazwyczaj o antykach, strychach, piwnicach, poddaszach kościołów, wieżach, w których spędziliśmy godziny życia pracując i studiując.
 Ha! na wieży to my się nawet poznaliśmy, byłam wówczas dziewczyną organisty ale rzuciłam go dla dzwonnika... .
          ...Wstaje wcześnie rano i biegnę po pustych ulicach w stronę rynku gdzie ze swych zardzewiałych samochodów wstają nietrzeźwi "antykarze" (ten sen to mam akurat od dziecka). Sny o giełdach staroci są jeszcze całkiem przyzwoite.
           ...Sny o małych, zapadłych wykolejonych dolnośląskich miasteczkach o malejącym  zaludnieniu , bezgranicznym bezrobociu, gdzie psy, koty i kury (przede wszystkim kury) biegają po "głównym" placu kiedyś pełniącym rolę rynku, z jedną pierzeją ,vis-a-vis frontu "poniemieckiego" ratusza,  wypełnioną ordynarnym betonowym pudłem kiedyś pełniącym rolę nowoczesnej zabudowy. Po kątach siedzą kolejne już pokolenia wschodnich przesiedleńców,  których dziadkowie nie przyjęli zastanego dorobku kulturowego tych ziem zarazem nie przywożąc własnego. Bez życia, wpatrzeni w ściany z których bije stęchlizna i "szczyny". Usmolone elewacje kamienic, gięte szyby okien a w nich  wzorzyste  firany z plastiku, meble stojące od stu lat w tych samych miejscach, szafy zalegające na tłustych korytarzach, gdzie majaczą barokowe i renesansowe detale pod grubymi warstwami "olejnicy" -oto scenografia i statyści na planie biedy i dewiacji lokalnej społeczności.
   Ale tu już zaczynają się sny z serii "sny socjologa"...