poniedziałek, 5 września 2011

Strych



        Kiedy mąż rozbierał sufity i zbijał tynki w mieszkaniu  -zaszyłam się na strychu. Chcąc czuć się potrzebną w remoncie posprzątałam wszystkie kondygnacje, w tym ostatnią... na której swego czasu świetnie prosperował  gołębnik.Wyniosłam  stamtąd pół tony szlamu, dzień i noc sprzątałam odkurzaczem budowlanym, myłam na kolanach dechy podłogowe detergentem  ze spirytusem, szukałam śladów aktywnych drewnojadów- na szczęście nie było( bo jak są -toooo już mój mąż napisze co z nimi robić;)). Naprawiłam okna  (prawie wszystkie -jedno wypadło do ogrodu) , pobieliłam kominy (chociaż gdy jest wkład to nie ma to  znaczenia, ale jest...bardziej biało). Usunęłam miliony pajęczyn z , których mogłam zrobić ocieplenie zamiast kupować wełnę( ale człowiek zawsze jest mądry po czasie).Wyleczyłam się też z arachnofobii -po prostu nie interesują mnie już te istoty.
 Na końcu, z nadmiaru kurzu, moja maska przeciwpyłowa zeszła a mnie poszła krew z nosa.
 Koniec.
Czas na  ponowne złożenie antyków i sesję zdjęciową (drugiej kondygnacji) oraz kolację przy świecach (bo przy czym?) w tej nowej, XIX-wiecznej, romantycznej przestrzeni.































8 komentarzy:

  1. Antyki cudne, zastaliście je tam, jak kupiliście dom? Przestrzeń do zagospodarowania ogromna, a może drewno podłogi ochroniły te gołębie odchody przed drewnojadami, tak tylko pomyślałam. A pies to wszędzie musi zajrzeć, albo obawia się, że jego pani coś za długo zniknęła na strychu, kawał dobrej roboty, pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. O Jeżusiczku! Ależ ty pracowita jesteś! Normalnie kompleks mnie dopada!

    OdpowiedzUsuń
  3. Przestrzenie godne podziwu - to się nazywa metraż :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdjęcia treba robić szybko i zdecydowanie, bo chwila zamyślenia ,a "pies musi" i z pewnością wejdzie w kadr. Sprawa o tyle trudna, że mam go praktycznie cały czas przyklejonego jak rzepa...
    Co do dolnośląskich skrzyń posagowych ,to zastaliśmy na strychu jedną a mamy ich już w sumie siedem (a córkę jedną).
    PS To nie brud- to historyczne nawarstwienia:)

    OdpowiedzUsuń
  5. łojacie! tytaniczna praca! ja też kiedyś wysprzątałam strych, ale zaraz po tym kasztanowiec zrobił w nim dziurę...Brakuje mi takiej porządnej pracy w chałupie (zazwyczaj to jestem upupiona opieką nad młodszym dzieckiem).
    Znajomy ma świeżo postawiony dom z drewna i okazało się,że w tym drewnie grasują spuszczele - znacie jakiś skuteczny sposób na pozbycie się tych zwierzów?

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja jeszcze składnego komentarza nie jestem w stanie napisać (z wrażania!), ale o posagowej skrzyni chciałam słówko. Ano była taka jedna w naszej chałupie na stanie, tylko pomalowana jakoś tak niezgrabnie, jakby niewprawną ręką dziecka. I tak wylądowała w gospodarczym, by tam czekać na swój dzień. Dzień ten nastąpił w niedzielę zeszłą. Zabrałam się za zdzieranie farby trochę tak nieporadnie i zanim dostrzegłam, że pod warstwą farby jest malowidło jakieś, chyba trochę je uszkodziłam. Skrzynia jest podobna do tej Waszej ze zdjęcia i w pierwszym prostokącie, jakby w wieńcu zielonym na niebieskim tle ukazał się nam inicjał: H.F., a w drugim prostokącie data: 1821. Ten prostokąt z datą jest nienaruszony, ten z inicjałami trochę zdarty papierem przeze mnie!!! Mam nadzieję, że da się to dzieło uratować?!

    OdpowiedzUsuń
  7. Niestety -dzisiaj zazwyczaj buduję się z drewna odżywiczonego i niewysezonowanego co kiedyś było nie do pomyślenia.Każda metoda jest pracochłonna i przynajmniej przez to- kosztowna.Aby nie przynudzać-polecam stronę www.spuszczel.pl
    Co do skrzyni-da się uratować-za pomocą retuszy w miejscach uszkodzeń.Oryginał był malowany zapewne farbą klejową (na gorąco),konserwację robiło się zazwyczaj temperami,ale dziś używa się najczęściej akryli.Tylko trzeba trochę poeksperymentować z kolorami przed nałożeniem. Pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń