czwartek, 29 grudnia 2011

Lampy, co kupiły się same.



     To niesamowite, że jako drudzy powojenni właściciele domu możemy cieszyć się przedmiotami stanowiącymi oryginalny jego wystrój. Zwykle jeśli coś przetrwało- jest skrupulatnie zabierane przed sprzedażą przez spadkobierców ( nasi, przykładowo,wykopali i zabrali trzepak) pomijając fakt że, są to rzeczy najczęściej masowo produkowane, nie mającej większej wartości choć dla nowych właścicieli mają wartość sentymentalną, historyczną- a to sprawa bezcenna. Inne przedmioty opuściły domy jeszcze za życia seniorów nabywane "uczciwie" przez  przedstawicieli zacnej,  nieformalnej profesji -dziadów antykarzy-szabrowników.
      Tym razem będzie nieco o lampach- czyli kolejny pościk o rzeczach, które kupiły się razem z domem.  Zniszczone czasem i użytkowaniem, niektóre wciąż dzielnie wiszące na swoich oryginalnych miejscach.  Znalazło się na strychu kilka w miarę całych , wraz z niezidyntyfikowanymi częściami jeszcze innych.
      Minimum historii , istotnej z perspektywy zakamarków Mateusa, sprowadza się do faktu wejścia do użytku  od 2 poł. XIX wieku  lamp elektrycznych.Szybko wyparły  inne rodzaje lamp tj: naftowe, acetylenowe i gazowe. Rozpoczęła się masowa produkcja i nowa gałąź wzornictwa , które na dobre wpisało lampę w wystrój wnętrza. Modne stały się szklane ,witrażowe, malowane klosze - o wzorach odpowiadających  historycznym stylom XIX i XX wieku.
  Pierwszym eksponatem jest element napędu m.in lamp gazowych znaleziony w komórce pod schodami gazomierz z roku 1919. (Sieć gazowa w naszej okolicy była wtedy na tyle rozległa, że obejmowała nawet niektóre wsie):





                                       

       Reszta- w kolejności  przypadkowej:


                           Lampa kuchenna z lat 20-tych XXw. -w stanie niemal idealnym,
                    oczywiście po oczyszczeniu i  wymianie  przewodu elektrycznego
                    w sznurowej otulinie na nowy-identyczny .




                                                 Część lampy z ozdobą z bakelitu.


                               Lampa -zamiennik klucza barokowego portalu.  Obrazek
                               pokazujący ile z  tak pojmowanych pojęć:
                               "rozwój" i "nowoczesność" zostaje po latach...


                                    Lampa strychowa ( są dwie podobne) wciąż podłączona
                                    do "zabytkowej" instalacji -ozdoby
                                    (z bakelitowymi włącznikami)


                                            Lampa kreślarska ( brak jedynie stołu i linijek)


                                            Obciążnik (przeciwwaga) do lampy.


        Lampa  witrażowa z lat 20-tych.. Wykonana z kryształowego, fazowanego szkła, oprawionego w mosiądz. Typowa lampa "korytarzowa"- mam zatem wątpliwości, czy pierwotnie pochodzi z Mateusa, biorąc pod uwagę wysokość pomieszczeń .Niestety - lekko stłuczona ...  cóż, w cieniu sieni będzie gwiazdą  (oczywiście po skróceniu łańcucha).


Art-decowska ampla ( olbrzymia)- będzie wisiała w salonie nad stołem-
 Przez tak gruby klosz światło ma kolor ciemno-żółty i raczej relaksuje niż cokolwiek  oświetla dlatego traktuję ją jako ozdobę.Oświetlenie pokoju a dokładnie podświetlenie stropu opierać się będzie głównie o kinkiety (tych na razie brak).
                         

                             


 Pęknięty "marmurkowy"  art-decowski klosz (a właściwie- "postartecowski",czyli z drugiej połowy lat 30-tych )wraz  ze sznurem , ozdobnym chwostem i guzem. 



 Znalazłam na strychu działającą żaróweczkę -27 na 12 cm. Niestety, nie da się przy niej robić czegokolwiek-przeszkadza swąd rozgrzanej fryzury a książki zwijają się do środka...



Eko-abażur,
 odlepił sie i spadł.
 Idzie zima.


 Na koniec- haiku... rodzaj natręctwa i chcę się nim z Wami dzielić, bo post - postem ale musi być też cos dla mnie :P


 "Było tak dobrze,
aż znaleźli mnie
w Bobrze..."


 Szczęśliwego Nowego Roku !

środa, 19 października 2011

Portal, rock, 17?3

                               

                                                                           Portal
      Mateus co sezon rozbiera się publicznie! Spadają z niego płaty tynku ukazując jego prawdziwe oblicze.A wszystkiemu winna jest sztuka , która za wszelką cenę próbuje wydostać się na zewnątrz spod grubych warstw makijażu ...






Z zachłyśnięcia się nowoczesnością przez najprawdopodobniej jeszcze grubo przedwojennych gospodarzy domu wynika tytuł niniejszego posta...

















Malowidło zachowało się bezpośrednio na podłożu kamiennym. Wraz z nim zachował się też ślad ołówka kamieniarza ,wyznaczającego kształt portalu przed wykuwaniem.Oznacza to,że portal zaraz po wykuciu został pomalowany.Kiedyś znajdował się niewątpliwie na froncie budynku, przeniesiony został w czasie przebudowy w drugiej połowie XIX wieku. W okolicy istnieją podobne przykłady .O tym,że jest tzw. przekładką, świadczą dodatkowe wstawki bezpośrednio pod łukiem portalu ,umieszczone tam wtórnie, w celu jego  podwyższenia, bez śladów polichromii. Nigdzie nie znalazłem wzmianki na temat takiego zwyczaju ozdabiania dolnośląskich domów. Być może malarstwo to miało charakter okazjonalny, związany ze ślubem lub po prostu końcem budowy.Widoczne są litery , sprawiające wrażenie zaszyfrowanych przez poodwracanie i ukrycie w roślinnym ornamencie. Takie podejście z kolei wydaje się być inspirowane dekoracją barokową . Z pewnością obiekt stanowi rzadkość,  zwłaszcza z uwagi na stan zachowania (w dużym stopniu czytelny).  

Pozdrawiamy!











poniedziałek, 5 września 2011

Strych



        Kiedy mąż rozbierał sufity i zbijał tynki w mieszkaniu  -zaszyłam się na strychu. Chcąc czuć się potrzebną w remoncie posprzątałam wszystkie kondygnacje, w tym ostatnią... na której swego czasu świetnie prosperował  gołębnik.Wyniosłam  stamtąd pół tony szlamu, dzień i noc sprzątałam odkurzaczem budowlanym, myłam na kolanach dechy podłogowe detergentem  ze spirytusem, szukałam śladów aktywnych drewnojadów- na szczęście nie było( bo jak są -toooo już mój mąż napisze co z nimi robić;)). Naprawiłam okna  (prawie wszystkie -jedno wypadło do ogrodu) , pobieliłam kominy (chociaż gdy jest wkład to nie ma to  znaczenia, ale jest...bardziej biało). Usunęłam miliony pajęczyn z , których mogłam zrobić ocieplenie zamiast kupować wełnę( ale człowiek zawsze jest mądry po czasie).Wyleczyłam się też z arachnofobii -po prostu nie interesują mnie już te istoty.
 Na końcu, z nadmiaru kurzu, moja maska przeciwpyłowa zeszła a mnie poszła krew z nosa.
 Koniec.
Czas na  ponowne złożenie antyków i sesję zdjęciową (drugiej kondygnacji) oraz kolację przy świecach (bo przy czym?) w tej nowej, XIX-wiecznej, romantycznej przestrzeni.































piątek, 2 września 2011

Spiżarnia

 Spiżarnia.
  Weszłam do półpiwnicznego podłużnego pomieszczenia dobudowanego do północnej części domu, z dwoma łukowymi okienkami , kolebkowym sklepieniem z którego wystawały  haki na mięso.
Podłoga wyglądała na klepisko, tynki odpadały, festony z pajęczyn pożerały światło.
Pomyślałam trudno -trafiło na mnie i zamknęłam się w sobie.
Odkopałam ceglaną posadzkę i wyszorowałam ją. Zbiłam tynki i wykonałam nowe. Zrobiłam renowacje okienek, drzwi , okuć , zamka, haków, krat w oknach, ściany pobieliłam wapnem z ultramaryną ( tak jak w oryginale), zawiesiłam stare niciowe firanki. Brak izolacji w tym miejscu zapewnia podwyższoną wilgotność powietrza i przy stałej, niższej temperaturze- ponadczasową młodość pomidorom ;)
   To była ciężka praca ale w życiu bywało gorzej: kiedyś jako młody plastyk pracowałam w fabryce malując na akord- to było jak jedna spiżarnia dziennie i też mi nie zapłacili :)
Nie jest to zdjęcie ostatecznego końca (hę?), tutaj posadzka jeszcze przed szorowaniem (widoczna próba na środku), okna w trakcie wbijania zawiasów,ale nie mogłam się doczekać i wstawiłam "meble".Wypity w połowie absynt to nie mój. 
.









wtorek, 30 sierpnia 2011

Survival - pierwsze lato w Mateusie.


     Po nasyceniu się zamrożonym klimatem tego miejsca , przeszukiwaniach zakamarków i wyciąganiu  z nich skarbów, wykopaliskach, wykonaniu stratygrafii wszystkich powierzchni- zamówiliśmy kilka kontenerów.
Po opuszczeniu Wrocławia nasze życie całkiem się zdezorganizowało. Od zera urządzaliśmy przyszłe  miejsce pracy, żyliśmy na poziomie minimum egzystencjalnego bo całe nasze oszczędności miał pochłonąć zbliżający się remont, który z kolei miał ocalić nas przed zimą. Czekając na rewolucję  zakładaliśmy ogród, co nie było proste - nasze prace wciąż przerywały znaleziska przechodzące w wykopaliska archeologiczne: to fundamenty wcześniejszej stodoły, to znów płyty z piaskowca w układzie nieprzypadkowym, to znowu "medaliki- swastyki" (o czym kiedy indziej) itd, aż w końcu ...

Zdjęcie nagrobne (matki pastora) na porcelanie. 
Fragmenty  marmurowego nagrobka z początku XX wieku.

Sądząc po grubości płyty  musiał być olbrzymich rozmiarów.

              i kolejny...tym razem piaskowcowy , itd.Są to niewątpliwie nagrobki przedwojennych mieszkańców  wsi. Zgodnie z etyką historyka sztuki poszliśmy do pobliskiej parafii zbadać tą sprawę.A tam- już na wstępie przywitał nas mur oporowy w okół kościoła podwyższony o pół metra zlepkiem  niemieckich nagrobków, na cmentarzu zaś polskie nazwiska zdobią tyły przekutych niemieckich płyt  (ale, w końcu  to Dolny Śląsk - u nas to "normalne"). Wracając do domu minęliśmy mnóstwo murków, słupków, podmurówek, szopek , komórek, kurników i tego w  wszystkiego co nasi wschodni dziadkowie kochali najbardziej, wykonanych  z użyciem tego modnego w od lat 50-tych  budulca.  Kilka około 100,120-letnich płyt walających się na terenie zlikwidowanego wiele lat temu zakładu kamieniarskiego (a co!?) ,wartościowych rzeźbiarsko i historycznie (po tzw. znamienitych obywatelach)  jako cenne i zgłosiliśmy  do konserwatora -zapisał i tyle. Potem ktoś kupił działkę i "usunął". Barbarzyństwo ? Raczej powojenny  regresing (uzdrawianie przeszłości dla lepszej przyszłości). Jako socjologa nie dziwi mnie to, jako historyka sztuki -bardzo smuci.

Wracamy do ogrodu...
  Ogród powstawał od strony studni .Wystawała z 50-metrowego betonowego placka, a my, a jakże, musieliśmy sprawdzić co jest pod spodem. Opłaciło się i kopaliśmy dalej ,a skoro już ,to i coś posadziliśmy a że woda blisko, podlewamy wiadrami i jakoś się kręci . Pamiętam miny przejeżdżających którzy nie mogli się nadziwić ,że tutaj ludzie jeszcze tak żyją...
 

"Stop-daj im szansę"

Kąpaliśmy się w okrągłej kastrze budowlanej , naczynia myliśmy w wodzie ze studni, żywiliśmy się grillem .
Z socjologicznego punktu widzenia grill to impreza dla biednych. Podliczmy : zakładając ,że grilla za 9 .99 już kiedyś nabyliśmy i pozostało nam trochę węgla , patyków i gazetka Tesco na podpałkę, to: piwo 1.90 , kiełbasa 4.0 zł .Podsumowując- widzieliście gdzieś taaaką bibę za sześć blaszek!?
 Mmm... przypomniało mi się piwo lwóweckie ,które się skończyło , następnie wróciło -ale nie poznaję.
Historyczne sztuki.


Lato dobiegało końca i przyszedł czas na inwestycje:
1.Kominy:






Ciekawa sprawa- żadna ekipa nie chciała się podjąć odtworzenia ich w identycznym  kształcie  -wybraliśmy  tych, co  mieli  najlepsze chęci .Wyszło chyba nie najgorzej ;)


2.Wkład kominowy.
chwila przed nowoczesnością...

4.Instalacja grzewcza w całym domu i pies centralny;)
5.Instalacja elektryczna ,
6.Prawie:) połowa okien o podziałach zgodnych z oryginałami (ale w wersji współczesnej) oraz renowacja kilku wiekowych.
Nie jest to ideał (jednoskrzydłowe) ,ale ze współczesnymi normami  izolacyjności  nie wygrasz; dwuskrzydłowe  miałyby  wzierniki za miast szyb...



7. Izolacja podłóg  połowy (na początek) parteru,
8. Tynki,
9. Ocieplenie strychu,
10. Doprowadzenie wody i kanalizacji,
11. Ocieplenie wewnętrzne ściany szachulcowej,
12. Rekonstrukcja drewnianego opierzenia szczytu,



Forma bardziej ozdobna - wg regionalnych wzorów. Kolorystyka odtworzona ,oryginalna ,okna zachowane.
Stare  szalowanie  zostało "pod spodem" co usztywniło  konstrukcję szczytu.
drzwiczki do transportu worków ze zbożem ,(strych był jednocześnie formą spichlerza -dźwig gospodarczy wysuwany przez okno -w trakcie renowacji)

W listopadzie zeszliśmy z rusztowania .Wkrótce zasypało nas śniegiem.
Biedermaierowska ( wiejska) szafa chlebowa to mój urodzinowy prezent od męża.